Archiwum Polityki

Chybotliwa tożsamość miejsc

Kto chce ogarnąć jednym spojrzeniem senne miasto Stefana Chwina, miasto starych drzew, oszklonych werand i długiej sjesty, powinien znaleźć się na oliwskim wzgórzu Pachołek, noszącym kiedyś nazwę Karlsberg. Stamtąd przy dobrej pogodzie widać całą Starą Oliwę, której nie zniszczyła ani wojna, ani powojenne plany racjonalnych urbanistów. „Z Oliwą Historia obeszła się jak trzeba. To znaczy zignorowała ją prawie zupełnie” – napisał Chwin.

„I nagle jak w lunecie kalejdoskopu, wstrząśniętej niecierpliwą ręką chłopca, ułożył się nowy obraz miasta. To, co ledwie widzialne, egzystujące na marginesie wzroku i pamięci, wysunęło się z cienia”. Z tarasu stalowej wieży widokowej, na szczycie Pachołka, widać, że Stara Oliwa ma zupełnie inny kolor niż reszta Trójmiasta. A to poprzez czerwień holenderskich dachówek, jej „prawdziwie nadwiślańsko-gotycki odcień”. Z dachów o najróżniejszych kształtach (doprawdy trudno byłoby w mieście znaleźć dwa takie same) spoglądają okna „powiekówki”, które do złudzenia przypominają przymknięte oczy.

Polityka 10.2000 (2235) z dnia 04.03.2000; Na własne oczy; s. 100