Archiwum Polityki

Gruczoł sławy

Pilot wycieczki turystów z Delhi, którzy medytowali na Wawelu od wtorku do niedzieli, usłyszał na pożegnanie, że królewskie wzgórze stanie się wkrótce centrum pielgrzymkowym i to nie tylko dla Hindusów. Pielgrzymów ściągnie tu siódmy czakram Ziemi.

Hindusi pojawiali się na Wawelu jeszcze przed wojną. Krakowski historyk sztuki prof. Michał Rożek w książce poświęconej osobliwościom Krakowa wspomina, że już wtedy interesowały ich wyłącznie podziemia zachodniego skrzydła zamku, w których znajdują się pozostałości po romańskim kościółku św. Gereona. Właśnie w kaplicy świętego, lub może pod nią miał ukrywać się jeden z siedmiu czakramów (zwanych też gruczołami Ziemi) – kapsuł skoncentrowanej, zbawiennej dla człowieka energii. Pozostałe czakramy Hindusi zlokalizowali w sześciu innych wiecznych miastach: Delhi, Mekce, Delfach, Jerozolimie, Rzymie i Velehradzie (na Morawach).

Wertując pisma polskich kronikarzy prof. Rożek nie natknął się jednak na żadną wzmiankę o cudownym gruczole planety. Dopiero po pierwszej wojnie światowej, i to wcale nie w Polsce, lecz w Anglii, pewna ezoteryczna gazetka doniosła nieoczekiwanie, że w Krakowie odkryto święty kamień. Jego pochodzenie londyńscy dziennikarze wywodzili z zamierzchłych pogańskich czasów. Po tej publikacji Wawel miał stać się miejscem istotnym dla okultystów i ezoteryków z całej Europy.

Po wojnie słuch o czakramie zaginął. Przypomniał o nim na chwilę w 1955 r. indyjski premier Nehru, który, jak donosiła wieść gminna, przyjechał do Polski głównie po to, by pomedytować pod ścianą na dziedzińcu wawelskim. Wieści nigdy nie udało się potwierdzić. Zainspirowała ona jednak na nowo krakowskich ezoteryków, którzy odkurzyli w pamięci niezwykłe właściwości kamienia. I uznali, że to nie dzielny marszałek Koniew, lecz cudowna energia uratowała miasto w 1945 r.

Czakram zyskał znów sławę w latach 70. i późniejszych. Uzdrawiającą siłę siódmego gruczołu Ziemi wychwalali m.

Polityka 8.2000 (2233) z dnia 19.02.2000; Społeczeństwo; s. 82
Reklama