Archiwum Polityki

Trzynastu na głowę

Trzeci raz wybieramy prezydenta w wyborach powszechnych, po trzech zupełnie różnych kampaniach. Pierwsza przebiegała pod rzuconym przez Lecha Wałęsę hasłem przyspieszenia, które podważało sens polskich przemian gospodarczych i awansowało do drugiej tury Stanisława Tymińskiego, przybysza znikąd. W drugiej udało się ożywić podział na dwie Polski – postsolidarnościową i postkomunistyczną; i Lech Wałęsa zmagał się z Aleksandrem Kwaśniewskim, by ostatecznie tylko nieznacznie z nim przegrać. W trzeciej, wobec wielkiej przewagi urzędującego prezydenta, wyzwaniem stało się nie tyle zdobycie prezydentury, ile sam udział, chęć doprowadzenia do drugiej tury, policzenia się przed bliskimi wyborami parlamentarnymi lub stworzenia nowych obozów politycznych. Choć główni kandydaci w swoim „ostatnim słowie” (adresowanym specjalnie do czytelników „Polityki”), wciąż przekonują, że te wybory są naprawdę ważne.

Do prezydenckiej rywalizacji stanęło 13 kandydatów z pierwszej i drugiej politycznej ligi, a także takich, którzy w żadnej lidze się nie mieszczą. Nie mieszczą się także w wyobrażeniach Polaków o prezydencie RP. Zdaniem wyborców (badanie przeprowadziła Pracownia Badań Społecznych) kandydat na prezydenta powinien być elokwentny, wykształcony, znać języki obce, być uczciwy, prawdomówny, rzetelny i godnie reprezentować kraj. Nie musi być natomiast typem przywódcy politycznego.

Polityka 41.2000 (2266) z dnia 07.10.2000; Raport; s. 3