Archiwum Polityki

Duch bydlęcy

Do moich ulubionych pór i miejsc w Krakowie należy 6 rano w Hotelu Francuskim. Na ogół już wtedy jestem na chodzie, zamawiam dzbanek kawy i przystępuję do nawykowych działań, jak nie mam sprzętu, piszę ołówkiem na hotelowym papierze listowym, bardzo to jest niezły papier. Do tego stopnia jest on niezły i do tego stopnia on mnie nęci, że ostatnio chyba wręcz umyślnie nie zabieram do Krakowa sprzętu.

W zeszłym tygodniu o szóstej rano nad Pijarską 13 stały już masy upalnego powietrza, pompowałem kawę, z mozołem układałem kolejne takty coraz bliższej końca „Arii poławiacza PINów”, koło południa ruszyłem ku sercu mojego niedawnego miasta.

Polityka 23.2003 (2404) z dnia 07.06.2003; Pilch; s. 104
Reklama