Archiwum Polityki

Dzieci wojny

W zachodnim zakątku Afryki, w ogarniętym wojną Sierra Leone, rebelianci walczą przeciwko wszystkim. Walczą rękoma dzieci tresowanych do zabijania, jak psy do walki z innymi psami. Pięciuset żołnierzy ONZ, skierowanych do nadzorowania rozejmu, zostało porwanych i dobrze nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Brytyjscy spadochroniarze, którzy wylądowali we Freetown, rozpoczęli ewakuację białych cudzoziemców.

W końcu ubiegłego roku Jan Paweł II udzielił absolucji 12-letniemu chłopcu, którego prawdziwego imienia nikt nie zna – prasa zwie go Sara. Uprowadzony przez rebeliantów z Sierra Leone w wieku 6 lat podzielił los wielu tysięcy rówieśników. Przez 6 lat mordował, jak go nauczono: strzelał, ale tak, by zadać jak najwięcej cierpienia, zabijał za pomocą kija, którym łamał podstawę czaszki, maczetą odciął setki rąk i nóg, nożem rozpruwał brzuchy.

Był odporny na kule, bo „Juju” odprawił nad nim stosowny rytuał, natarł ziołami i zakazał jeść banany i pomarańcze.

Polityka 21.2000 (2246) z dnia 20.05.2000; Świat; s. 44
Reklama