Archiwum Polityki

O czym rozmawiać

Najpierw były zabawy w krzesełka i samolociki. Rozczuliły mnie serdecznie, gdyż wskrzesiły stare szkolne czasy, kiedy raz podpiłowaliśmy nogi od krzesła bardzo poważnej profesorce historii, a kiedy fiknęła (udało się!) i zniknęła za nauczycielskim stołem zwanym pompatycznie „katedrą”, radości i chichotom nie było końca. Papierowe samolociki to już był chleb powszedni. Istniały dwa ich typy. Pierwszy ze skrzydłami, który odpowiednio rzucony szybował nad klasą wykonując szerokie zakręty, drugi spiczasty, podobny bardziej do rakiety, lecący prosto, którym wcelować trzeba było w wychowawcę w tak podstępny sposób, by nie był w stanie ustalić, skąd strzała nadleciała.

Polityka 46.2008 (2680) z dnia 15.11.2008; Stomma; s. 120