Archiwum Polityki

Nie ma miasteczka

Dziś w miejscu rynku rosną krzaki, w przydrożnych rowach walają się śmieci, a ludzie krzątają się po swoich obejściach, nie rozumiejąc do końca, co tu się stało i dlaczego tu są.
Polityka

Gdyby Karl Heinz Friebe zapłakał, stojąc na środku upstrzonej krowimi plackami łąki, która kiedyś była rynkiem jego ukochanego miasteczka, byłoby to być może nieco zbyt melodramatyczne. Mógłby jednak Karl Heinz być wściekły, rozczarowany, smutny, mógłby dyszeć nienawiścią. Nic z tych rzeczy – Karl Heinz stoi w pokrzywach i spokojnie pokazuje parasolem: – Tam była restauracja Breuera, tam apteka. Tutaj, gdzie stoimy, był salon mojej babci, wychodziło się tędy do sieni i dalej, na zewnątrz, pod piękną jabłoń.

Polityka 41.2009 (2726) z dnia 10.10.2009; Na własne oczy; s. 116