Archiwum Polityki

Pierwszy przy premierze

Z najbliższych współpracowników Donalda Tuska, którzy godzinami naradzali się w jego gabinecie przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie, zostało tylko dwóch: Igor Ostachowicz i Tomasz Arabski. Nowak, Grupiński i Graś odeszli do prac sejmowych. Arabski, formalnie szef Kancelarii Premiera, został, jak się mówi, głównie dlatego, że nie jest posłem i byłby bez pracy. Z wyboru premier zatrzymał przy sobie Igora Ostachowicza (rocznik 1968), podsekretarza stanu, absolwenta dziennikarstwa i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Na słynnych naradach w gabinecie premiera Ostachowicz odzywał się zwykle na końcu. Choć jego nazwiska nie kojarzy większość polityków PO, to on ma u premiera największe wpływy i jako jedyny szansę na przeprowadzkę z Donaldem Tuskiem do Wielkiego Pałacu.

Ostachowicza w mediach nie widać, dziennikarze go nie znają, ale on zna się na nich bardzo dobrze. To on wpadł na pomysł, by premier w swoim exposé odwoływał się do słowa „zaufanie”, które, jak policzyli dziennikarze, padło wtedy 40 razy. Te medialne wyliczenia przypomniał Tusk, gdy ogłaszał dymisje swoich ministrów. Nawet jego rywale mówią, że Ostachowicz ma dużą zdolność dobierania celnych słów-kluczy. To cenna umiejętność, którą szlifował od 1998 r. pracując jako specjalista i dyrektor ds. marketingu w pięciu firmach (m.in. farmaceutycznej, kosmetycznej, dystrybuującej zegarki).

Do Platformy zapukał w 2003 r., gdy rozkręcała się komisja ds. afery Rywina. Doradzał Janowi Rokicie w sprawach wizerunkowych. Komisja skończyła swoją pracę, a Ostachowicz został i zaangażował się w kampanię premiera z Krakowa w 2005 r. PO przegrywa, a on razem z Grażyną Gęsicką (doradzała PO) dokonują politycznej wolty.

Polityka 42.2009 (2727) z dnia 17.10.2009; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 8
Reklama