Archiwum Polityki

Moja krew

Filmy o bokserach są trochę do siebie podobne. Z reguły w finale mamy rozstrzygający pojedynek, w którym bohater dostaje potężny łomot, lecz w ostatniej rundzie zrywa się do boju i rozwala przeciwnika. Co można traktować jako prostą metaforę życia, które jest ciągłą walką z przeciwnościami losu. Marcin Wrona w swym debiutanckim filmie nie powtarza tego schematu. Akcja „Mojej krwi” zaczyna się bowiem po ostatniej rundzie. Bokser Igor kończy właśnie karierę i po zejściu z ringu musi się zastanowić, co dalej robić ze swym życiem.

Polityka 5.2010 (2741) z dnia 30.01.2010; Kultura; s. 48