Archiwum Polityki

Kto nie wybiera

Zapytaliśmy socjologa prof. Edmunda Wnuka-Lipińskiego, czy Polacy nie lubią demokracji i dlatego nie chodzą na wybory.

Nie można powiedzieć, że Polacy nie lubią demokracji. Można powiedzieć, że jeżeli frekwencja wyniesie 50 proc., to dla połowy Polaków uprawnionych do głosowania nie jest ono aktem na tyle istotnym, aby z niego korzystać.

Kto nie chodzi na wybory?

Są trzy kategorie. Pierwsza to tacy, którzy są w ogóle poza społeczeństwem politycznym. Uważają, że na tzw. górze o coś się kłócą, a tak naprawdę nie jest istotne, kto rządzi. Jest ich minimum 20 proc. Grupa wyraźnie koreluje z wykształceniem i kompetencjami obywatelskimi. Druga grupa to ci, którzy nie idą w ramach jakiegoś protestu przeciwko klasie politycznej. Uważają, że nie jest ona zróżnicowana na tyle, by znaleźli w niej swojego reprezentanta. Trzecia grupa to pasywni ze względu na przypadki losowe. Mieliśmy przecież powódź, która tę kategorię uczyniła liczniejszą.

Co może jeszcze w tych wyborach zdemobilizować Polaków?

Ważnym czynnikiem, który może obniżyć frekwencję i może być bardzo dużą niespodzianką dla Plaformy, są sondaże. Wszystkie pokazują, że w drugiej turze bezapelacyjnie wygrywa Bronisław Komorowski, a to bardzo demobilizuje elektorat PO. Jego część mówi, że skoro ich kandydat we wszystkich sondażach wygywa, to po co ja się będę fatygował.

Jak sztaby wyborcze mogą wpłynąć na swój elektorat?

Przede wszystkim trzeba mówić głośno o tym, że dla elektoratu, którego kandydat wyraźnie prowadzi, demobilizacja może być zabójcza.

(Dąb.)

Polityka 25.2010 (2761) z dnia 19.06.2010; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 9
Reklama