O Polityce

Przychodzi RODO do lekarza

Opiekunka mamy zadzwoniła do mnie o dziewiątej: – Byłam u niej w pokoju jeszcze o szóstej, spała w najlepsze. O ósmej przyszła do niej pielęgniarka z lekami, nie było z nią już kontaktu. Wezwała pogotowie. Nie wiem, dokąd ją zabrali, pewnie do szpitala blisko nas.

Szukam jej, a jestem tysiąc kilometrów dalej. Dzwonię na 112, mówię skąd, o której i dokąd chyba ją zabrali i że izba przyjęć w szpitalu w pobliżu środka nie potwierdza, że do nich dotarła. – Nie zajmujemy się tym, ten telefon jest tylko alarmowy, nie przełączę pana na służbę medyczną. Pan nam blokuje linię i nam przeszkadza – słyszę.

Dzwonię do pogotowia na 999, podaję dane. – Tak, pani jest w szpitalu klinicznym, na neurologii. Mamy to wszystko w bazie danych. Słusznie, że pan do nas zadzwonił, 112 jest najlepsze na filmach.

Telefonuję do izby przyjęć, przedstawiam się. Podaję czas, fakty, stopień pokrewieństwa i oba PESEL-e. – Nie udzielamy informacji przez telefon. Wie pan, RODO. – Jestem najbliższą rodziną, wszystkie dane podałem, a nie dojadę do miasta w ciągu dnia – tłumaczę. – Mam wylecieć z pracy? Rozmowa jest rejestrowana, powtarzam: RODO. – To proszę o numer wewnętrzny na neurologię. – Z lekarskim czy z pielęgniarką? – Oba.

Tu znowu bariera, nawet większa. – Ja wiem, że pan to pan i wszystkie dane się zgadzają. Ale zakaz mamy. Informować może tylko lekarz dyżurny i to nie przez telefon. Chociaż proszę próbować, jest u siebie.

Dzwonię więc do dyżurnego. – Potwierdzam, pani jest u nas i nic więcej nie mogę powiedzieć; ani jaki jest stan, ani co mogło być przyczyną. Telefon jest na podsłuchu, rozumie pan. Jak ujawnię, będę się jutro meldować na dywaniku dyrektora. – Czy żyje? – pytam.

Polityka 3.2020 (3244) z dnia 14.01.2020; Do i od redakcji; s. 91
Reklama