Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Młodzi lekarze się buntują

Filip Dąbrowski Filip Dąbrowski Arek Markowicz/Wprost / PAP

Kolejna grupa zawodowa wychodzi na ulice – rezydenci.

Po zakończeniu strajku pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka czas na manifestację rezydentów z całej Polski. To młodzi lekarze odbywający specjalizacje, którzy na 18 czerwca zapowiedzieli w Warszawie przemarsz spod siedziby Ministerstwa Zdrowia do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Chcą przypomnieć Konstantemu Radziwiłłowi, że zanim został ministrem, gorąco popierał ich postulaty, wspólnie domagając się dwukrotnej średniej krajowej. Podobnie jak u pielęgniarek chodzi nie tylko o podwyżkę pensji, ale też o poprawę warunków pracy. Sprowadza się ona do obowiązkowego szkolenia, gdyż 5–6 lat rezydentury lekarz poświęca przede wszystkim na naukę specjalizacji, a tylko częściowo płaci za to państwo.

– Nasza pensja wynosi obecnie 2275 zł na rękę, co stanowi 70 proc. średniej krajowej. Z tego musi wystarczyć na życie, na opłacenie kursów, za które organizatorzy liczą sobie nawet ponad 1 tys. zł, i na podręczniki – wylicza Filip Dąbrowski, przewodniczący Komisji ds. Młodych Lekarzy przy Naczelnej Radzie Lekarskiej. W ramach uposażenia, które rezydenci otrzymują z Funduszu Pracy (pensje starszych lekarzy uzależnione są w szpitalach od kontraktu z NFZ), przepracowują w tygodniu 64 godz. Ostatnią podwyżkę otrzymali w 2009 r., kiedy rezydentką była córka ówczesnej minister Ewy Kopacz. – Z powodu braku specjalistów wyznacza się nam zadania przekraczające kompetencje – dodaje Dąbrowski. – Raz zastępujemy sekretarki medyczne, kiedy indziej sami przyjmujemy chorych na oddziałach ratunkowych.

Polityka 25.2016 (3064) z dnia 14.06.2016; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 7
Reklama