Dlaczego ludzie protestują przeciwko władzy PiS

Strach i oburzenie
Rok rządów PiS zaczął się od kryzysu konstytucyjnego, kończy kryzysem parlamentu i kolejną falą obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Protestujący starali się zablokować samochody Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego wyjeżdżających z Sejmu. Doszło do starć z Policją.
Maciej Jazwiecki/Agencja Gazeta

Protestujący starali się zablokować samochody Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego wyjeżdżających z Sejmu. Doszło do starć z Policją.

Czerwona linia została przekroczona wielokrotnie. Momenty zwrotne to Czarne Protesty przeciwko ograniczaniu praw kobiet, przeforsowanie likwidacji gimnazjów, a teraz ograniczanie wolności zgromadzeń i zamykanie parlamentu przed niezależnymi politycznie od PiS mediami.

Jarosław Kaczyński nie ogląda się na reakcje 80 proc. społeczeństwa, które na PiS nie głosowało. Zasłania się mandatem demokratycznym. W propagandzie obywatelskie nieposłuszeństwo PiS przedstawia zgodnie z wzorami propagandy peerelowskiej: protestujący to warchoły, komuniści i złodzieje, elity nie mogące się pogodzić z przegraną w wyborach.

Patrzę na ekran telewizora. Tysiące ludzi idą protestować przed Pałacem Prezydenckim. Głównie młodzi z flagami narodowymi i europejskimi, czasem z małymi dziećmi na ramionach, starsza pani maszeruje o kulach. Co ich wyprowadziło na ulice Warszawy i innych miast polskich? Sami mówią o tym mediom niekontrolowanym przez PiS: oburzenie i strach. Oburzenie demontażem demokracji, strach o przyszłość kraju pod rządami PiS. Protestują w obronie wolności i praw obywatelskich. Czuje się u nich przypływ siły, energii, rosnącą determinację. Mają po prostu dość.

Dość rechotu posła Piotrowicza „Precz z komuną”, w dniach kryzysu, prawej ręki Kaczyńskiego, dość orwellowskich wywodów ministra policji Błaszczaka i jemu podobnych, że w istocie obywatele otrzymują od PiS więcej wolności i demokracji niż mieli kiedykolwiek przedtem. Dość obłudy Kaczyńskiego i jego przybocznych, ubolewających nad parlamentarnym chuligaństwem.

Miara się przebrała, śnieżna kula zaczyna się rozpędzać. Symbolicznie przebrała się, gdy marszałek Kuchciński Bogu ducha winnego posła PO Michała Szczerbę wykluczył z debaty sejmowej, choć poseł schował kartkę z hasłem „Wolne media” i zdążył powiedzieć do mikrofonu jedynie zdanie o muzyce. Tak bywa w historii, że jeden z pozoru błahy incydent wywołuje lawinę wydarzeń. Tak było z dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy Anny Walentynowicz, działaczki związków zawodowych na Wybrzeżu. I ze skokiem przez mur Stoczni Gdańskiej Lecha Wałęsy, który stanął na czele protestu robotników w jej obronie.

Nie jest wykluczone, że plan polityczny Kaczyńskiego zakłada, a nawet prowokuje, protesty przeciwko rządom PiS. Zakłada on, że te protesty konsolidują jego bazę społeczną PiS i umacniają jego pozycję jako obrońcy państwa i prawa. Kalkuluje, że propaganda w stylu Marca 1968 r., Czerwca 1976 r. czy stanu wojennego, intensywnie obecna w obecnych mediach „narodowych” trafi do części społeczeństwa może o wiele większej niż tylko jego twardy elektorat. Kaczyński zachowuje się jak uczeń Carla Schmitta, byłego nazisty i sympatyka gen. Franco, który po wojnie rozwinął w Niemczech federalnych konserwatywno-autorytarną doktrynę „teologii politycznej”. Zakłada ona, że istotą polityki jest konflikt, polaryzacja społeczeństwa i wskazanie mu przez liderów politycznych wroga, którego trzeba zwalczać i pokonać.

Jeśli tak, to zapomnijmy o kompromisie, ugodzie, koegzystencji, pluralizmie politycznym i światopoglądowym. To są filary otwartej demokracji, antypody polityki w stylu Orbana czy Erdogana. Nie liczmy też, że Kościół wystąpi, jak kiedyś, przy Okrągłym Stole, z misją dobrych usług w imię porozumienia narodowego, dobra kraju i ogółu obywateli.

Polityczny dramat Polski polega na tym, że PiS może być teraz osłabiony, ale jest zdeterminowany aby utrzymać władzę i bronić jej jak suwerenności. Ma dużo do stracenia. Nie cofnie się. Będzie szedł dalej tą samą drogą polaryzacji, prowokowania i zaostrzania konfliktów i propagandowego oczerniania politycznych przeciwników oraz straszenia ludzi szykowanym przez nich zamachem stanu, tak jak zrobił to rząd turecki. Rząd PiS doprowadził do sytuacji, od której nie ma odwrotu, ani dla obozu władzy, ani dla opozycji. Skutki są nieznane i prawdopodobnie posępne wewnętrznie i międzynarodowo. Tak kończy się najlepszy rozdział naszej najnowszej historii. Ale nie kończy się historia. Jesteśmy jej uczestnikami.

Bieżące komentarze, analizy, materiały wideo na naszej stronie.

***

Wraz ze świątecznym, podwójnym wydaniem POLITYKI, która trafi do kiosków w najbliższy poniedziałek (19 grudnia), ukaże się specjalny, 4-stronicowy dodatek Kryzys grudniowy 2016.

Na jego łamach Jerzy Baczyński – redaktor naczelny POLITYKI, Mariusz Janicki – zastępca redaktora naczelnego, Anna Dąbrowska i Adam Szostkiewicz opisują i komentują wydarzenia 16 i 17 grudnia z Sejmu i sprzed parlamentu. Dodatek zostanie dołączony do 70 tysięcy egzemplarzy Polityki i trafi do sprzedaży w Warszawie i województwie mazowieckim. Otrzymają go również czytelnicy Polityki Cyfrowej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną