Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Pękamy z dumy

„O nowej to hucie piosenka, O nowej to hucie są słowa. Jest taka prosta i piękna, i nowa jak huta jest nowa”.

„Muzyka melodii”, jak mawiano w STS, łatwo wpadała w ucho. Nic dziwnego, kompozytorem był znakomity muzyk Jerzy Gert, twórca Krakowskiej Orkiestry i Chóru Polskiego Radia, a prywatnie przyjaciel rodziny Prawinów, w której się po wojnie wychowywałem. Gert (rocznik 1908), podobnie jak Prawin (1901), wywodzili się z drobnej inteligencji galicyjskiej. Ukończyli to samo, cieszące się dobrą sławą, gimnazjum w Tarnowie i obaj wyjechali na studia do Wiednia. Gert studiował tam w latach 1924–32, najpierw w konserwatorium pod kierunkiem Hansa Eislera, a następnie ukończył Uniwersytet Muzyczny. Pobierał także lekcje prywatne u takich sław, jak Arnold Schönberg i Alban Berg. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że wszyscy oni byli pochodzenia żydowskiego. W latach 30. w Wiedniu klimat wokół nich się pogarszał. W Niemczech utwory Schönberga zostały już uznane za „muzykę zdegenerowaną”. Wszyscy oni wyjechali z Wiednia. Berg, Eisler i Schönberg do Ameryki, Gert i Prawin – do Polski.

Niektórzy z nich lewicowali, zwłaszcza Eisler, który współpracował z Bertoltem Brechtem, a po powrocie do wschodnich Niemiec został „oficjalnym muzykiem NRD”, skomponował hymn narodowy tego kraju.

Jerzy Gert osiadł w Krakowie, zamieszkał w Alei Trzech Wieszczów, numeru nie musiałem pamiętać, ponieważ wejście do budynku wyłożone było piękną przedwojenną terakotą w złotym, słonecznym kolorze. Przed wojną Gert był dyrygentem w Filharmonii Lwowskiej. Wojnę przeżył w obozach. Koniec wojny zastał go w obozie Mauthausen. Choć ze swoimi kwalifikacjami, talentem i kontaktami mógł pojechać do Wiednia albo do Stanów – wrócił do Polski. Zaczynał od zera, a konkretnie od niewielkiej orkiestry objazdowej, którą sklecił, a następnie stworzył dzieło swojego życia – Orkiestrę i Chór Polskiego Radia w Krakowie (1948 r.

Polityka 46.2021 (3338) z dnia 08.11.2021; Felietony; s. 96
Reklama