Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Głodni

Kiedy czułam głód? Taki, którego nie mogłam szybko i skutecznie zaspokoić? Szczęśliwie nigdy.

Na studiach, owszem, pieniądze kończyły mi się zawsze za szybko i pod koniec kolejnego miesiąca samodzielnego życia często ratowałam się herbatą smakową i – jak to w Krakowie – obwarzankami (wówczas po 1 zł 50 gr), ale przecież to były wyłącznie krótkotrwałe niedogodności życia studenckiego, które po pierwsze, skutecznie niwelowałam, jeżdżąc do rodziców i pustosząc ich lodówkę, a po drugie, rychło minęły, by (tfu, tfu!) nigdy więcej się nie powtórzyć.

Głód prawdziwy kojarzył mi się zawsze z obrazami zapamiętanymi z dzieciństwa, gdy Bob Geldof zbierał pieniądze podczas koncertów Live Aid dla głodujących w Etiopii, a wizualną reprezentacją głodu w telewizorach Europy Wschodniej i Zachodniej stała się Birhan Woldu, etiopska dziewczynka zagrożona głodową śmiercią (jej matka i siostra faktycznie zmarły z głodu, zaś Birhan wraz z ojcem udało się uratować. Będąca moją równolatką Birhan została w dorosłym życiu pielęgniarką).

Martin Caparrós w swoim monumentalnym dziele „Głód” pisał: „to proces – walka organizmu z samym sobą. Kiedy człowiek nie dostaje swoich 2200 kilokalorii na dzień, cierpi głód: zjada sam siebie. (…) Kiedy jakiś organizm przyjmuje mniej pożywienia, niż potrzebuje, zaczyna zjadać własne rezerwy cukru, potem tłuszczu. Człowiek rusza się coraz mniej, popada w letarg. Chudnie i traci siły obronne: jego system odpornościowy słabnie. (…) Niewielu – zbyt wielu – ludzi umiera bezpośrednio z głodu. Bardzo wielu umiera z powodu chorób i infekcji, które są śmiertelne, bo organizm, osłabiony niedożywieniem, nie ma siły się bronić – a których człowiek odżywiony w ogóle by nie zauważył”.

Chleba i igrzysk, tego od zawsze pragnie lud, i o ile igrzysk nam na pewno nie zabraknie w przyszłości, o tyle z tym chlebem może być różnie.

Polityka 23.2022 (3366) z dnia 31.05.2022; Felietony; s. 88
Reklama