Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Zgłaszam sprzeciw

Do 2010 r. dwa na trzy masowe protesty kończyły się sukcesem i osiągnięciem postulowanych przez masy celów, po tej dacie trend się odwrócił i dziś – to jeden na sześć.

Kiedy ostatnio czułaś/czułeś swoją sprawczość i siłę oddziaływania na świat? Gdy wszystko sprawia wrażenie, jakby zaraz miało wypaść z rąk, bo świat toczy się siłą przedziwnej inercji w jakimś przerażającym kierunku, poczucie sprawczości jest bezcenne. Zatęskniłam za nim, gdy media przypomniały o drugiej już rocznicy masowych protestów Strajku Kobiet. Przypomniały o niej zresztą dość wątle: tyle spraw od tamtej pory zdążyło się nad nami przetoczyć, tyle bitew zostało przegranych, że dwa lata później o energii społecznej wyzwolonej przez orzeczenie pseudotrybunału już mało kto chciał pisać. I możliwe, że to właśnie przygnębiło mnie najmocniej – ta cisza, machnięcie ręką, pójście dalej.

A przecież trudno jest mi zapomnieć o tym dziwnym październiku, gdy niemal każdego dnia po pracy zakładałam maskę i czarne ubrania, brałam swój kartonowy transparent (który zresztą wisi na ścianie w moim domu, przypominając mi, że przecież ten protest wciąż we mnie trwa) i szłam na kolejne wielkie manifestacje, wtapiając się w tę masę ludzi, tak podobnych wówczas do mnie, choć wywodzących się z najróżniejszych środowisk, tak zjednoczonych we wściekłości, tak zdeterminowanych, że gotowych ryzykować swoim zdrowiem, chodząc w tłumie w okresie pandemii zbierającej śmiertelne żniwo choroby i swoim bezpieczeństwem wystawiając się na brutalność policji.

Polityka 45.2022 (3388) z dnia 31.10.2022; Felietony; s. 88
Reklama