Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

No, bez przesady

Każda osoba stosująca przemoc ma manię kontroli i zawsze twierdzi, że to dla dobra zagubionej, głupiutkiej ofiary.

Tegoroczną rocznicę stanu wojennego spędzę w kręgielni przy ul. Saskiej. Może moje kule będą trafiać celnie i może za jednym zamachem (nie stanu) powalę dziewięć bezradnych „słupków”. Mój młodszy syn jest zaproszony przez przyjaciela z przedszkola na urodzinowy kinderbal do kręgielni, bo dziś dojeżdżana kredytami klasa średnia wciąż broni się i nie chce rezygnować ze zbytków. Nie bardzo chce się „złym” matkom organizować urodziny w domu, jak to drzewiej bywało. Ja też tylko kilka razy władowałam się w taką sytuację i nie chodzi nawet o bałagan czy decybele, ale o to, że w tzw. sali zabaw na mieście podane są z góry godziny trwania imprezy, a z domu ani młodzieży, ani rodzicom nie bardzo chce się wychodzić. W stanie wojennym bywało się wyłącznie na domówkach, matki same piekły serniki, o ile wcześniej udało im się zdobyć jajka. W nagrodę za takie bohaterstwo miały potem niższe emerytury.

Naturalnie, że będąc dzieckiem opływającym w peerelowskie przywileje i pamiętającym nieco sam początek lat 80., stan wojenny jest jedną z traum, którą rozdrapuję chętnie i stale. Dlaczego Maciek z klasy 7b wyjechał, a ja z tatusiem nie, chociaż mój tatuś znał niemiecki, a nawet miał kolegów w tzw. reichu. Wiedziałam o nich, bo przysyłali nam paczki. Teraz wydają się paczkami ze zwykłymi „sprawunkami”. Proszek do prania, kakao, używane sportowe koszulki, które dziś na OLX hulają jako „kultowe”. Paradowanie w t-shircie marki Fred przesuwało mnie o jeden punkt wyżej w szkolnej hierarchii. Dlaczego mamusia szalała z nerwów, pląsając w alkoholowych oparach, ciągała mnie na jakieś dziwne happeningi w kawiarniach czy nieludzko zadymionych prywatnych mieszkaniach, a tatuś pokornie stał w kolejce na tzw. cepeenie po benzynę do naszej granatowej łady i jeszcze cieszył się, że zatankował, bo będzie mógł wozić mnie na turnieje lub siebie do drukarni albo mojego braciszka do szpitala?

Polityka 51.2022 (3394) z dnia 13.12.2022; Felietony; s. 95
Reklama