Kraj

Wejdą, nie wejdą?

Roman Giertych i Ryszard Petru: niewygodni kandydaci. I mogą narozrabiać

Roman Giertych Roman Giertych Michał Wozniak / EAST NEWS
Jeden potknął się kiedyś o Kaczyńskiego, drugi nie wytrzymał konkurencji z PO. Roman Giertych i Ryszard Petru nie porzucili jednak politycznych ambicji i poprzez Senat próbują wrócić do gry. Problem w tym, że mogą przy okazji nieźle narozrabiać.
Ryszard PetruAndrzej Hulimka/Reporter Ryszard Petru

Żeby wytłumaczyć, dlaczego tak im spieszno do startowania w wyborach, obaj najchętniej sięgają po wzniosłe frazy o konieczności wyswobodzenia Polski spod niszczycielskich rządów PiS. Własne ambicje wolą na wszelki wypadek pominąć. Dają do zrozumienia, że są ludźmi spełnionymi, wiedzie im się znakomicie. Spełniają więc klasyczne kryteria idealnego polityka, którego popycha do działania imperatyw działania obywatelskiego, a nie chęć zysku czy żądza władzy.

Wolno, ale czy trzeba?

W jakimś sensie można się z tym zgodzić. W końcu ich kariery polityczne już raz zakończyły się spektakularnymi wywrotkami. Roman Giertych musiał wręcz wymyślić się na nowo, z czego wynikła jedyna w swoim rodzaju kreacja politycznie zaangażowanego adwokata, a przy okazji influencera i celebryty. Podobnie Ryszard Petru po zaliczeniu nieudanego politycznego lotu wrócił do tego, na czym zna się najlepiej, czyli doradztwa finansowego. Spoglądając na miasto z obszernego tarasu jego biura na Mokotowie, można dojść do wniosku, że radzi sobie nie najgorzej. Po cóż więc wracać im do świata, który tak brutalnie ich potraktował?

Występują teraz obok siebie w medialnych doniesieniach, chociaż to przypadki osobne. Wzajemnie ledwo co się znają i nie utrzymują ze sobą kontaktów. Niemal rówieśnicy, ale poza tym prawie wszystko ich różni. W polityce się rozminęli, a przy tym zajmowali krańcowo odmienne bieguny; jeden był nacjonalistą ze skłonnością do awanturnictwa, drugi – wolnorynkowym liberałem znanym z zabawnych gaf. Ostatecznie obaj zostali zduszeni przez polaryzację, nie wytrzymując konkurencji z wielkimi partiami.

Ich deklaracje kandydowania wbrew paktowi senackiemu napsuły w ostatnim czasie sporo krwi. To nic innego jak zawoalowany polityczny szantaż: jeżeli nas nie przyjmiecie na skróty do paktu, wystartujemy na własną rękę i wtedy opozycja może stracić niemal pewne mandaty.

Polityka 29.2023 (3422) z dnia 11.07.2023; Polityka; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Wejdą, nie wejdą?"
Reklama