Prawie setka przyjętych ustaw, w tym kilkanaście bardzo ważnych i kilkadziesiąt, nad którymi nadal trwają prace, musi wpływać na ocenę rządu Donalda Tuska. Jeżeli powszechnie wytykano, że ta ekipa do sprawowania władzy nie była przygotowana, to rok jej działań pokazuje, że wiele problemów trafnie zidentyfikowała i spróbowała się z nimi zmierzyć.
Dotychczas politykę reformatorską rządu oceniano głównie poprzez pryzmat ustaw zdrowotnych, których koncepcja rodziła się w biegu i bałaganie. Nie sprawdził się pomysł, aby dla przyspieszenia prac i pokazania, że rząd ma ideę (w czasie, gdy przemyślanej koncepcji nie miał), projekty rządowe przedstawiać jako poselskie. Wątpliwy stał się dorobek białych szczytów i przewlekłych konsultacji. Ostatecznie jedna z ważniejszych ustaw, czyli o obligatoryjnej komercjalizacji szpitali, zapewne spotka się z prezydenckim wetem, którego nie da się odrzucić. Trzeba będzie przekształceń dokonywać drogą dziś dostępną. To niewątpliwie trudniejsze (zwłaszcza gdy idzie o oddłużanie), ale możliwe, jeżeli sprawuje się władzę w samorządach prawie wszystkich województw i można te samorządy zachęcić do przekształceń. Tym bardziej że wiele już to robi.
Bój o tak zwaną reformę służby zdrowia zakończy się więc najprawdopodobniej porażką, która przesłoni istotne dokonania. Także i w tej sferze, gdzie przyjęto inne ustawy – między innymi o ochronie praw pacjenta – które kontrowersji nie budziły, bo nie padało przy nich słowo „prywatyzacja”. Ono bowiem stało się bardzo wydajnym elementem politycznej walki.