Ustawiona kilka lat temu na Cerro Paranal instalacja Very Large Telescope (VLT) wyznacza pułap możliwości, jakimi w dziedzinie obserwacji optycznych dysponuje dziś ludzkość – technicznie i logistycznie, bo wszystko, nawet wodę do podlewania dwóch lichych drzewek w obozie naukowym, trzeba przywozić ciężarówkami.Cztery monumentalne cylindry chroniące ośmiometrowe zwierciadła VLT i cztery mniejsze, mobilne, podobne do pękatych robotów teleskopy pomocnicze tworzą najbardziej wyrafinowaną tego typu instalację na świecie, miliardy razy bardziej czułą niż ludzkie oko. Ważące cztery tony, pokryte cienką warstwą aluminium zwierciadła oparte są na siłownikach, które przeciwdziałają odkształceniom olbrzymiej masy szkła, powodowanym siłą grawitacji. Nocą nad Paranal, na granicy kosmosu, laserem astronomowie rozpalają sztuczną gwiazdę. Analiza jej drgań pozwala na usuwanie z rejestrowanego przez teleskopy obrazu zakłóceń, których źródłem są drgania powietrza w atmosferze. Od kiedy po zburzeniu muru berlińskiego armia amerykańska odtajniła tę technologię, astronomia, a wraz z nią kosmologia, przeżywa rozkwit najgwałtowniejszy od czasów Galileusza.
VLT to inżynieryjny majstersztyk. Wieczorny rozruch tego giganta – chwila, gdy zwierciadła obracają się, podnoszą ku niebu, a dach powoli rozsuwa – to najprawdziwsze misterium, podczas którego jak zahipnotyzowani milkną najbardziej nawet doświadczeni inżynierowie i astronomowie. Wielki teleskop w Paranal to także zapowiedź kolejnych odkryć.
Reklama