Cezary Łazarewicz dla POLITYKA.PL
9 lutego 2010

Jak Palikot walczy o władzę w PO

Z odbezpieczonym granatem

Jednak kilka dni później przeprowadza kolejny frontalny atak na wicepremiera, gdy okazało się, że posłem z Lublina interesuje się prokuratura. Istniała obawa, ze jego fundusz wyborczy wspomagały martwe dusze. Palikot próbuje przekonać dziennikarzy, że w kłopoty wpędził go Grzegorz Schetyna. Schetyna, zdaniem Palikota, czuje już oddech rywala na plecach, więc zaczyna się bronić. Śledztwem przeciwko posłowi z Lublina, wicepremier rzekomo chce go osłabić przed decydującą walką o przywództwo w partii.

Janusz Palikot mówił tak, choć nie był i nie jest żadnym przywódcą w PO. Trudno mu też przypisać jakiekolwiek sukcesy, poza medialnymi. Nawet komisja Przyjazne Państwo nie może jak na razie pochwalić się większymi osiągnięciami.

Ale gdy następnego dnia „Dziennik” opisał konflikt między celebrytą a sekretarzem generalnym, Palikot był wyraźnie zadowolony. Po raz pierwszy dziennikarze zauważyli, że może stać się realnym zagrożeniem dla człowieka nr 2 w partii.

„Tekst o mojej rywalizacji z premierem Schetyną o przywództwo w partii wart jest każdych pieniędzy! – pisze na swoim blogu. - Czyni on przecież ze mnie człowieka pretendującego do najważniejszych stanowisk w państwie. Stokrotne dzięki!”

Szeregowy poseł PO mówi: - Dla mnie ten spór był od początku pozbawiony głębszego pretekstu. Nic za tym nie stało oprócz ambicji dwóch facetów, którzy chętnie by się prali po mordzie.

Byle bliżej premiera

Gdy wybuchła afery hazardowej w Platformie dominowało poczucie, że Grzegorz Schetyna zawalił sprawę. Jako szef MSWiA nie upilnował Mariusza Kamińskiego z CBA, który od miesięcy przygotowywał prowokację przeciwko premierowi.

- Grzesiu nas zawiódł – mówili wtedy posłowie Platformy. Janusz Palikot uznał, że przeciwnik jest już tak słaby, że wystarczy go tylko lekko pchnąć, by się przewrócił. Doszedł do wniosku, że to najlepszy moment by zająć jego miejsce.

- Rachuby Palikota zawiodły, bo Schetyna nigdy nie był na bocznym torze – mówi jeden z posłów. Nadal miał najlepszy kontakt ze strukturami w terenie, posłami i senatorami. I nadal ma bezpośrednie dojście do szefa partii – czyli Tuska. – Wróci do gry, gdy oczyści się przed komisją śledczą - dodaje poseł.

Na co teraz liczy Palikot? Że będąc lojalnym wobec Tuska zasłuży na jego względy i znajdzie się dla niego miejsce w bliskim otoczeniu premiera. Palikot aspiruje do czegoś, co moglibyśmy nazwać Dworem 2.0. Po upadku Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego rozsypał się tzw. Dwór 1.0, czyli najbliższe zaplecze współpracowników premiera. Tusk teraz będzie szukał następców, więc posła z Lublina może zaliczyć do swoich sprzymierzeńców.

- Kiedyś Grzegorz wypuszczał Palikota na Rokitę, gdy toczył z nim boje – opowiada jeden z wieloletnich działaczy PO.– A teraz dla Janusza najważniejszy jest Donald. Postanowił zmienić pana i w taki sam sposób, jak kiedyś atakował Rokitę, teraz napada na Schetynę.

Na początku stycznia Janusz Palikot przeprowadził kolejny atak na lidera. W jednym z wywiadów nazwał Schetynę utuczonym hipopotamem i osobą upokarzaną przez Tuska, która powinna dowieźć, że nadaje się na przywódcę partii. Bo według Palikota największym marzeniem szefa klubu PO jest bycie premierem i szefem Platformy. Czy Schetyna się sprawdzi na tym stanowisku?

- Powiem brutalnie: tylko wtedy możesz dać sobie radę [na takim stanowisku], gdy krew i sperma ciekły ci po twarzy – odpowiedział poseł dziennikarzom.

Nawet dla próbującego zachować spokój Schetyny, publiczne wypowiedzi jego zastępcy przekroczyły już granicę smaku. – Dostanie w ucho –  powiedział szef klubu Platformy, znoszący do tej pory ze spokojem inwektywy Palikota.

- Grzesiek od dawna wie, że nic nie wyszło z jego planu ucywilizowania Palikota, bo przy każdej okazji ten mu wrzuca kolejne kamyczki do ogródka – mówi jeden z ministrów Platformy. – Ale nic już z tym nie może zrobić. Zaciska jedynie zęby. Wie, że nie może się teraz pozbyć rywala. Byłaby z tego zbyt duża awantura.

Topór zakopany. Na chwilę?

W połowie stycznia prezydium klubu uznało, że Palikota trzeba rozbroić. Jego zaciekłe ataki stają się groźne już dla samej partii. Zamiast grać na partię, gra na samego siebie i bardziej słucha swoich speców od PR, niż władzy partyjnych.

- Jemu nie przeszkadza, że zdobywa swoją popularność kosztem Platformy – mówi jeden z posłów który uczestniczy w posiedzeniach prezydium klubu.- Żeby istnieć medialnie gotów jest poświęcić interesy partii. Jego prywatne wojny osłabiają Platformę.

Z Januszem Palikotem prezydium przeprowadziło kilka rozmów dyscyplinujących, które zakończyły się sukcesem. Od dwóch tygodni między szefem klubu, a wiceszefem panuje zawieszenie broni – obaj zgodzili się, że ta walka przekracza już zdrowy rozsądek i osłabia partię. Jeśli potrwa dłużej, to być może doprowadzi PO do takiej sytuacji, że nie będzie już o co rywalizować.

Zawieszenie broni ma potrwać aż do majowego kongresu Platformy Obywatelskiej. Na kongresie nie będą bezpośrednio rywalizować między sobą. Schetyna będzie ubiegał się o stanowisko sekretarza generalnego partii (musi go wskazać szef partii, czyli Donald Tusk). Natomiast Palikot chce zostać wiceprzewodniczącym PO. Trzeba wiedzieć, że to dopiero pierwszy stopień drabiny hierarchii, którą chce pokonać.

Ale żeby sprawować publiczne funkcje Janusz Palikot musi pozbyć się wizerunku medialnego oszołoma. Dlatego zależy mu na pewnym ociepleniu.

- Chciałby, żeby postrzegano go już jak Stańczyka, a nie jak błazna – mówi jeden z posłów, który powątpiewa by udało się go utrzymać pod kontrolą aż do maja.

Twierdzi, że poseł Palikot jest jak odbezpieczony granat w partyjnej kieszeni. W każdej chwili należy spodziewać się eksplozji. Wtedy pozostanie już tylko wiara, że eksplozja nie rozerwie partii.

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»