Agnieszka Sowa
2 listopada 2011

Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

Lekarstwo na starość

Nic tu nie przypomina domu opieki. Teren ponad 5 ha, las, park podworski ze starodrzewem, staw, tuż obok wielkie jezioro. Jest sad, winnica i nawet boisko. Właściciel Janusz Stępień, lekarz, ordynator Świętokrzyskiego Centrum Chirurgii Naczyń i Angiologii, zdobył na inwestycję dofinansowanie z Unii Europejskiej. Wcześniej jeździł po domach opieki w Polsce i za granicą. – W jednym z dumą pokazali mi szydełkujących starszych panów – lekarz nie kryje oburzenia. – Ja mam dla seniorów inny program: wędkowanie, polowania, łódki, rowery trójkołowe, robienie nalewek i win, grille. Dr Stępień stworzył miejsce dla dobrze sytuowanych, aktywnych i samodzielnych seniorów. – Dom nie jest przystosowany do opieki nad pensjonariuszami w ciężkim stanie – mówi. – Chcemy działać na zasadzie pensjonatu, nie hospicjum. Czyli Zielone Wzgórze nie będzie dla nikogo ostatnim domem.

– Wielu właścicieli domów seniora podpisuje umowy, w których rodzina zobowiązuje się do zabrania pensjonariusza, jeśli jego stan się pogorszy – mówi Grzegorz Wróblewski, zarządzający domem Spokojna Przystań w Baniosze pod Warszawą. – Uważam to za nieuczciwe. Przecież przyjdzie taka chwila, że każdy stanie się leżący. Takich ludzi nie wolno przenosić. W Spokojnej Przystani warunki także komfortowe, ceny podobne (za dwójkę 3,1 tys. zł, za jedynkę 3,5 tys. zł/mies.). Obłożenie jest pełne. Właściciele budują kolejny dom – dla małżeństw w starszym wieku, kombinację mieszkań wspomaganych i pensjonatu.

Senior wspomagany

Mieszkania wspomagane to rozwiązanie pośrednie między domową opieką a domem pomocy. Świetnie się sprawdzają w Europie i USA. U nas powstały nieliczne, najczęściej budowane przez Towarzystwa Budownictwa Społecznego, tak jak dom dla seniorów w Stargardzie Szczecińskim.

22 lokale, na parterze 2-pokojowe, na górze kawalerki – normalne mieszkania na wynajem, jak to w TBS, tylko zaprojektowane pod kątem ludzi starszych – bez barier, z szerokimi drzwiami, windą, świetlicą na parterze. I z całodobowym systemem przywoływania na pilota. Wszystko za 1,2 tys. zł miesięcznego czynszu. Budynek przypomina trochę pawilon w ośrodku wypoczynkowym. Wspólny taras, ogródki oddzielone niskim żywopłotem. Wszyscy się znają, są na ty. Raz w tygodniu przychodzi pielęgniarka, w razie potrzeby przyjeżdża lekarz z najbliższej przychodni. – Na razie tyle nam wystarcza – mówi Krystyna, 72 lata, obaj synowie za granicą. – Nie wiem, co będzie za kilka lat, jeśli nie poumieramy. Zrobi się tu prawdziwy dom starców i taka opieka to pewnie już będzie za mało.

Stargardzki Dom Seniora otrzymał tytuł Budowy Roku 2009. Wycieczki samorządowców z całego kraju zjeżdżały, żeby podpatrzeć, jak powinno wyglądać budownictwo społeczne. – Mieliśmy w planach cztery takie domy, budowane przy współudziale miasta i organizacji pozarządowych, właśnie powinniśmy kończyć trzeci – mówi wiceprezes TBS Jadwiga Dąbrowska. – Ale nie budujemy, bo zlikwidowano Krajowy Fundusz Mieszkaniowy, z którego TBS dostawało preferencyjne kredyty.

Fundusz zlikwidowano w 2009 r. Znowelizowana niedawno ustawa o budownictwie społecznym przewiduje zamiast kredytów granty z budżetu. Eksperci szacują, że ten nowy system zacznie działać nie wcześniej niż za dwa lata i być może wtedy ruszą nowe budowy.

Od kilku lat mogą powstawać rodzinne domy dla seniorów, na wzór rodzinnych domów dziecka. Przyjmują od 2 do 8 pensjonariuszy, mają kontrakty z miejskimi lub gminnymi ośrodkami pomocy społecznej. Warunek – trzeba dysponować dużym domem z kilkoma łazienkami i bez barier architektonicznych. Do tego praca nie jest lekka i – mimo zatrudnienia personelu – właściwie całodobowa. Dlatego niewiele rodzin decyduje się podjąć takie wyzwanie. Ośrodek Pomocy Społecznej na Żoliborzu, najstarszej generacyjnie dzielnicy Warszawy, nie znalazł chętnych.

Senior z bonem

W minionej kadencji grupa robocza ds. opieki długoterminowej, pod przewodnictwem senatora PO Mieczysława Augustyna, przygotowała tzw. zieloną księgę opieki długoterminowej, punktującą wszystkie niedomogi systemu pomocy, a właściwie ujawniającą brak systemu. – Założenia do ustawy o pomocy osobom niesamodzielnym będą gotowe do końca roku – obiecuje senator Augustyn, w poprzedniej kadencji przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. osób starszych. – A przygotowanie projektu powinno zająć nie więcej niż 6 miesięcy.

Rewolucyjną zmianą mają być finansowane z budżetu miesięczne bony na świadczenia pielęgnacyjne w wysokości od 800 zł do 1,2 tys. zł. – Dla osoby o małym i średnim stopniu niesamodzielności powinno wystarczyć – zapewnia senator. – W przypadku opieki nad osobą całkowicie niesamodzielną ta kwota pokryje trzecią część kosztów. (Dziś seniorzy po ukończeniu 75 roku życia otrzymują miesięczny dodatek pielęgnacyjny w wysokości 181 zł).

System bonów pochłonąłby w tej chwili 10–12 mld zł rocznie, bo czeki przysługiwałyby około milionowi Polaków. – Nie będzie dodatkowych obciążeń budżetu – zapewnia senator. – Dziś wydajemy na opiekę długoterminową dla ludzi niesamodzielnych ok. 13 mld zł rocznie, tyle co bogate kraje europejskie. Tylko że wydajemy te miliardy nieefektywnie, bo brakuje zintegrowanego systemu wsparcia.

Koszty systemu rosłyby wraz ze starzeniem się społeczeństwa. W 2030 r. mogłoby to być nawet 25 mld (dla 2,5 mln osób). – W latach 202025 środki budżetowe staną się niewystarczające – przyznaje senator Augustyn. W większości krajów Unii Europejskiej funkcjonuje obowiązkowe ubezpieczenie pielęgnacyjne. Eksperci z zespołu senatora Augustyna planują (w drugiej kolejności) ustawę o obowiązkowej 1-proc. składce, którą płaciliby wszyscy, także rolnicy i emeryci. Być może wcześniej firmy ubezpieczeniowe zaproponują nam dobrowolne ubezpieczenie od niedołęstwa starczego. – Nie ma jeszcze takiego produktu, ale myślę, że pojawi się w najbliższej przyszłości – mówi dr Barbara Więckowska z SGH. – W USA takie ubezpieczenia są od lat 60., w Europie można je wykupić m.in. we Francji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii.

***

Demograficzne prognozy są nieubłagane: w 2035 r. ponad 9,6 mln Polaków będzie po sześćdziesiątce. Dwukrotnie wzrośnie liczba najstarszych obywateli – powyżej 80 roku życia. Według wyliczeń GUS oznacza to, że prawie 27 proc. polskiego społeczeństwa będzie w wieku poprodukcyjnym. Dla dziadków zabraknie nie tylko wnuków, opiekunów, ale i pieniędzy. Chociaż społeczeństwo tak szybko się starzeje, państwo nie jest na to przygotowane ani od strony medycznej, ani społecznej. – Mimo wieloletnich obietnic polityków nie doczekaliśmy się profesjonalnego systemu opieki długoterminowej ani nawet żadnych konkretnych rządowych planów, do kiedy miałby powstać i z czego być finansowany – mówi dr Paweł Kubicki. – A tymczasem staje się to jednym z pierwszoplanowych zadań społecznych.

Jeżeli taki system – koordynujący działania służby zdrowia, opieki społecznej i wspomagający rodziny – nie powstanie, czeka nas w niedalekiej przyszłości społeczny i moralny kryzys.

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»