Wiktor Pawłowski
14 czerwca 2010

Rośliny, grzyby, ptaki i robaki

Co się pnie po pniu?

Widzimy w nim albo kwitnące i owocujące piękno, albo materiał stolarski. A jest to też fabryka życia.

Wiosenna zieloność obrazuje wychodzenie roślin z zimowego spoczynku. Jednak, paradoksalnie, to obumarłe ich szczątki – jak opadłe liście i uschłe pnie – miały w sobie więcej życia. Wśród bowiem ściółki, suszu i martwych pni trwa, bez względu na porę roku, bezustanne pożeranie ich materii przez tzw. reducentów: bakterie, grzyby i inne mikroorganizmy. Przed mrozem i wysuszeniem chronią wydzielające się w tym procesie woda i ciepło (to ostatnie pobrane uprzednio w fotosyntezie z promieniowania słonecznego). W tak sprzyjających warunkach żyje się dobrze nie tylko owym reducentom, ale i zjadającym je bezkręgowcom, wyjadanym zresztą dalej przez drapieżnych pobratymców.

Wśród zieleniejącego tła wyróżniają się brązowawe plamy suchych pni. To przekaźniki wytworzonego nawet przez setki lat dobra na rzecz młodych populacji i to o potrójnej funkcji: mechanicznej, chemicznej i siedliskowej, splatających się zresztą ze sobą.

Pień życiodajny

Jeszcze za życia drzewa pień pełni różnorakie funkcje. Jako podpora utrzymuje ulistnione piętra konarów i pnącza oraz stanowi pion hydrauliczny, zbudowany z wąskiego walca miazgi między drewnem a korą. Poza transportem tzw. soków w miazdze działa swoista papiernia, produkując z rozpuszczalnych cukrów nierozpuszczalne polimery ligniny, kolejnymi słojami pogrubiające pień. W miarę upływu lat na korze powstają spękania zasiedlane przez bezkręgowce (fot. 1); mikroorganizmy wnikają przez zranienia, wytwarzając spróchniałe komory, grzyby wielkoowocnikowe, którym należy się odrębna opowieść, wyrastają na zewnątrz (fot. 2), a dzięcioły wykuwają dziuple. Wreszcie pień pada, stając się przetwórnią makulatury, w której enzymy wyspecjalizowanych mikroorganizmów degradują ligninę do cukrów prostych, odzyskując z nich z kolei na swe procesy życiowe energię, uzyskaną ze słońca w procesie fotosyntezy, i zużytkowując uwolnione też sole. Dzięki swej wielkiej masie pnie wnoszą znaczący wkład w kształtowanie się wierzchniej warstwy podłoża – gleby i ściółki.

Pień ukwiecony

Już od stycznia do maja, nim podrosną liście, zakwitają drzewa wiatropylne. Zazwyczaj kwiaty męskie zwisają długimi baziami, a żeńskie kryją się przed chłodem przy korze gałęzi i wśród łusek. Zależnie od gatunku, drzewa mają swoje koloryty: np. żółto kwitną leszczyna i wierzby; czerwonawo – wiązy, olsze (fot. 3), buk, topole, klon jesionolistny; zielono – dęby. W maju już są kwiaty zapylane przez owady: czeremcha, kasztanowiec, klony, a dopiero latem – lipa.

Pień opleciony

Dopóki pień stoi, dopóty wykorzystują go różne pnącza, szczególnie liczne w zadrzewieniach łęgowych. Stąd, często z pomocą człowieka, pnącza przenoszą się do innych lasów i do ogrodów. Upiększają drzewostany, dostarczają ptakom miejsc pod gniazda, a ich fragmenty, zamierające zimą, nadają się jesienią do upiększania mieszkań. Takimi są np. znany z nazwy chmiel, a z nieznanych np. kolczurka lub wyżpin. Ów chmiel (fot. 4), o drewniejącej jak u lian łodydze, owija się wokół pni i gałęzi, jakby się znał na zegarku, bo zgodnie z ruchem wskazówek. Nazwa naukowa Humulus lupulus (czyli twórczo zesłowiańszczony chmiel, a lupulus to wilczek). Należy, podobnie jak m.in. pokrzywy i konopie, do pokrzywowców, stąd przydatność włókien z łodyg do wicia gniazd, szczególnie dla remiza, właśnie ptaka łęgowego. Młode pędy są jadalne, o pikantnym, gorzkawym smaku. Wyrastają z kłącza, pod ziemią białawe i najsmaczniejsze ŕ la szparagi (kłącza nie wolno niszczyć!). Pędy zielone, łatwo łamliwe, nadają się na zakąskę lub dodatek do potraw albo do kanapek i pogryzania na wycieczce.

Od kilkudziesięciu lat zdobywa teren nadrzeczny i przy ogródkach wiejskich kolczurka klapowana (fot. 5). Dyniowata, przywleczona znad Czarnomorza, pokrywa kobiercem łodyg płoty i drzewa. Kwitnie w środku lata gronami żółtych kwiatków i zaraz pokrywa się baryłkowatymi, miękko kolczastymi owocami wielkości dużej śliwki, początkowo zielonymi (najlepsze do dekoracji), z czasem żółknącymi i brunatniejącymi, a w środku coraz bardziej ażurowymi i wtedy gubiącymi duże, dyniopodobne ciemne pestki – do rozsiewu w ogródku. Roślina jeszcze nie opisywana w naszych atlasach, łatwy zbiór w miejscach występowania, zarówno łodyg z owocami jak i nasion do rozsiewu.

Powojnik pnący (Clematis, klematis), odwrotnie, uciekł z ogródków i bytuje na skrajach lasów przy willach i w łęgach nad wielkimi rzekami. Jest krzewem pnącym się do kilkunastu metrów w górę (!). Owoce ma otoczone dekoracyjnymi włosowatymi kępkami (fot. 6). W podobnych miejscach odnajduje się inne pnącza ogródkowe: bluszcz, winobluszcze (dzikie wino) z pięknie czerwieniącymi liśćmi, wiciokrzewy.

Przeciwieństwem powyższych, okazałych, jest wyżpin jagodowy (fot. 7), delikatny, niezbyt często i pojedynczo rosnący w cieniu wilgotnych zadrzewień. Pnie się do 1,5 m wysoko po krzewach i pniach. Ma charakterystycznie gwiazdowaty kielich, niepozorne zielonkawe kwiaty i czarny owoc wielkości nasienia grochu. Nawet po odpadnięciu owocu jest dekoracyjny dzięki delikatnej postaci i gwiaździstym kielichom. To roślina trwała, do zadomowienia w ogrodzie z nasion lub kępy korzeni. Towarzyszą jej powoje i  psianka słodkogórz o kwiatach ŕ la ziemniak, a nad wodami pyszni się białymi kieliszkami... kielisznik. Wszystkie do zadomowienia w ogrodzie!

Pień zasiedlony

Niezliczone i co do liczby, i co do gatunków bezkręgowce opanowują żywe i martwe pnie. Jedne powierzchnię kory wykorzystują na plaże, a kryją się w zakamarkach, inne, roślinożerne, wgryzają się w miazgę i w drewno, a drapieżne wyciągają je na posiłek. Samice jednych składają jaja w szczelinach, a nawet przewiercają pokładełkami korę, by jajo umieścić w drewnie. Ich gąsienice wykrywają gąsieniczniki i wielkimi pokładełkami, metodą pchaj to prawą, to lewą, dostają się do ofiary i w jej ciele składają zabójcze jajo, co pięknie obfotografował przed laty Władysław Strojny. Z miazgi korzysta wiele owadów, przy okazji żeru drążąc pod korą chodniki, pokręcone w sobie właściwy sposób (fot. 8). Popularnie mówi się o nich jako o kornikach, choć nazwa ta dotyczy tylko jednej z rodzin, liczącej ok. 4 tys. gatunków, przeważnie tropikalnych. Różne mrówki, w tym gmachówka, budują w próchnie wielokondygnacyjne pałace. Wielka podaż pokarmu pozwala też na duże rozmiary konsumentów. Czerwone gąsienice motyla trociniarki czerwicy żyjące przeważnie w wierzbach (fot. 9) mierzą ok. 8 cm, larwy chrząszcza kozioroga dębosza z kózkowatych są niewiele mniejsze, zaś innych kózkowatych mają po kilka centymetrów długości. Nic dziwnego, że aby dostać się do nich, dzięciołom opłaca się kuć wielkie otwory, w których aż same mogą się pomieścić.

Pień metropolia

Gdy pień padnie, to już nie miasto, ale metropolia. Wystarczy zajrzeć pod korę, by zobaczyć kotłujące się masy insektów. Fascynujące, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że cała ta zgraja porusza się za sprawą wiązki promieni słonecznych, zaklętych przed laty w polimerze cukrowym.

W zagłębieniach kory chronią się i bytują różne organizmy. Jeśli są roślinami trwale tak żyjącymi,

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną