Kryzysu nie widać, nie da się go zmierzyć. Namiastką wskaźnika jest indeks zmienności giełdy w Chicago. VIX – nazywany potocznie wskaźnikiem strachu – oddaje spodziewaną skalę wahań cen amerykańskich akcji w nadchodzących 30 dniach. Przez niemal dwie dekady osiągał średnio 20 punktów, ale wykres za ostatnie trzy lata przypomina wydruk z sejsmografu po trzęsieniu ziemi. Po upadku banku Lehman Brothers jesienią 2008 r. VIX wystrzelił do 59 punktów, a latem 2011 r., gdy kłopoty strefy euro ogarnęły Włochy, skoczył do 48. Na wykresie widać każdy nieudany szczyt strefy euro, można na nim odnaleźć także kryzys azjatycki i pęknięcie bańki internetowej.
Wstrząsy finansowe powodują zaburzenia gospodarcze o różnej sile. Recesja to spadek produktu krajowego brutto przez co najmniej dwa kwartały z rzędu – na przykład w USA w 2009 r. po upadku banku Lehman Brothers. Gdy spadek PKB jest głęboki i towarzyszy mu wysokie bezrobocie, mówimy o depresji – najsłynniejszym przykładem jest ta po krachu na giełdzie w Nowym Jorku w 1929 r. Znacznie częstszym zjawiskiem są okresy stagnacji, czyli nieznacznego wzrostu i podwyższonego bezrobocia – jak Stracona Dekada w Japonii po krachu giełdy tokijskiej w 1990 r. Wszystkie trzy okresy były nazywane kryzysami, choć ich przyczyny, przebieg i konsekwencje były zupełnie różne.
Gwałtowne turbulencje gospodarcze nie są niczym nowym. Od narodzin kapitalizmu do połowy XX w. depresje były częstym zjawiskiem – dopiero po II wojnie światowej Europa i Ameryka weszły w okres względnie stabilnego rozwoju, który do niedawna uznawaliśmy za normalność.