Nadzieja i miłość
Mirosław Gryń/Polityka

W naszej dzisiejszej rzeczywistości bardzo brakuje Józka Tischnera. On umiałby znaleźć w tym, co się teraz dzieje, szansę na nowe odrodzenie, a jednocześnie potrafiłby nas do tego zmobilizować. Kiedy przyjeżdżał do mnie do Instytutu, czasami przychodziłem do jego pokoju, żeby posiedzieć tuż obok, nawet nic nie mówiąc. Dostawałem wtedy zastrzyk optymizmu, który wystarczał mi na 24 godziny. Nauczyłem się też od niego umiejętności nadziei, która nie jest nadzieją na coś konkretnego.

Słowo „nadzieja” odnosi się do dwóch zupełnie różnych wymiarów ludzkiej kondycji. Naturalnie odnosi się do codziennego życia, w którym chcę zrobić to czy tamto: mam nadzieję, że zdam maturę albo że kiedyś sprawiedliwość społeczna stanie się powszechna. I to jest bardzo ważne: prawdopodobnie bez tego rodzaju nadziei grupowej czy indywidualnej nigdy nie będziemy potrafili żyć. I być może jest tak, że hybris XX w.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj