Myśli o nadziei
materiały prasowe

Człowiek doświadcza siebie najgłębiej, gdy czuje, że jest jakąś nawet dla samego siebie tajemniczą wartością. Nadzieja to najgłębszy sposób ochraniania owej wartości. Człowiek broni siebie swą nadzieją i swą nadzieją walczy o swą ludzką twarz.

Człowiek jest w nadziei częściej tym, który słucha, niż tym, który mówi. Jego istnienie to bezustanne uleganie jakiejś nadziei. Losem człowieka jest: dać się pokonać nadziei. Ginie ten, kto przestaje jej ulegać.

Wszystko to, co przeżywamy, może być potraktowane albo jako nieszczęście, albo jako łaska. Przeżywając czas jako nieszczęście, giniemy pod jego ciężarem. Przeżywając ten sam czas jako łaskę, stajemy się jakby artystami historii.

Człowiek, który błądzi, widzi świat normalnie. Kiedy widzi drzewo, mówi „drzewo”, kiedy widzi dom, mówi „dom”. Nie kłamie. Ale błąd zakradł się gdzieś głębiej. Można powiedzieć, że ten błąd jest błędem nadziei – człowiek idzie za niewłaściwą nadzieją.

Gest „pokładania nadziei” jest jednym z najbardziej tolerancyjnych gestów człowieka.

Z powiernictwa nadziei rośnie więź między ludźmi, tworzy się wspólnota – także wspólnota Kościoła. Dlatego w Kościele biada takim, którzy są bez nadziei. Nie wolno dopuszczać do człowieka takich doświadczeń, które by mu odbierały nadzieję, ale wolno i trzeba dopuszczać takie, które próbują jego nadzieję. Trzeba człowiekowi powiedzieć: jesteś większy niż twoja rozpacz. Twoja nadzieja jest większa, jest obietnicą. I mówi to Bóg.

Ewolucja nowoczesnych społeczeństw poszła przede wszystkim w kierunku wytworzenia dystansu: „Niech mi drugi nie następuje na odcisk, to ja mu też nie nastąpię”. Żeby od tego dystansu przejść do gestu miłosiernego, żeby zanieść drugiemu jedzenie, trzeba uruchomić zupełnie inną logikę. Logika interesu prowadzi tylko do monad bez okien, do pozoru miłości bliźniego – ale to wszystko.

Wychowują jedynie ci, którzy mają nadzieję.

Kiedy patrzę na moją robotę jako księdza i filozofa, wtedy łapię się na tym, że przez te kilkadziesiąt lat pracowałem głównie nad ludzką nadzieją. Nad miłością innych człowiek nie pracuje, bo każdy sam musi pracować nad swoją własną miłością. Prawdę powiedziawszy, nad wiarą też nie ma co pracować, bo to jest łaska Boża, albo komuś dana, albo – niestety – nie dana. Natomiast nad ludzką nadzieją od przedszkolaka, ucznia, aż do dorosłego w rozmaitych sytuacjach, na rozmaitych życiowych zakrętach wciąż trzeba pracować.

opracował Wojciech Bonowicz

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj