Czekając na szok
Żyjemy w epoce zaciekłej rywalizacji o zasoby. Czy kolejnym jej etapem będzie wojna?
Plemiona pasterzy, rywalizując o dostęp do wodopojów i lepszych pastwisk, chwytają za broń, a stąd już tylko krok do wojen domowych.
Piper Mackay/Getty Images/Getty Images

Plemiona pasterzy, rywalizując o dostęp do wodopojów i lepszych pastwisk, chwytają za broń, a stąd już tylko krok do wojen domowych.

Podobno armie i politycy przygotowują się zawsze do wojen starego typu, ale każdy nowy konflikt i tak zaskakuje ich swoim przebiegiem. Stąd wojskowi i politolodzy w czasach pokoju poświęcają sporo czasu na prognozowanie, co może wywołać następne starcie. Wychodzą przy tym z założenia, że znając przyczynę, będą mogli go uniknąć albo przynajmniej przewidzieć, jak się może potoczyć.

Z raportów pisanych przez strategów i naukowców na potrzeby polityków wynika, że gdyby bukmacherzy – być może któryś przyjmuje takie zakłady – pozwolili obstawiać zagrożenia dla pokoju, najmniejszą wygraną dałoby postawienie na efekty zmiany klimatu lub niedostatek surowców, od których uzależniona jest nasza cywilizacja. Jeszcze niższe stawki powinni wypłacać za kombinację obu tych zjawisk, bo to one – powtarzając za niemieckim psychologiem społecznym prof. Haraldem Welzerem, autorem eseju „Wojny klimatyczne” – będą największym społecznym wyzwaniem nowoczesności.

Na szczęście na horyzoncie nie rysuje się jeszcze żaden globalny konflikt, jednak państwa i przedsiębiorstwa robią wiele, by zabezpieczyć się przed – to pojęcie robi ostatnio karierę – szokami surowcowymi, odpowiednikami szoków naftowych. Chcą to osiągnąć, chroniąc ważne dla siebie szlaki handlowe, dbając o utrzymanie przywilejów w handlu międzynarodowym i troszcząc się o źródła przyszłych dostaw.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj