Różnice będą rosły
Sorry, taki mamy model
Rozmowa z profesorem Grzegorzem Gorzelakiem, ekonomistą, o tym, jak polskie miasta i regiony wykorzystały unijną szansę. I dlaczego tak słabo?
Prof. Grzegorz Gorzelak w warszawskim Parku Fontann sfinansowanym m.in. ze środków z Unii Europejskiej
Leszek Zych/Polityka

Prof. Grzegorz Gorzelak w warszawskim Parku Fontann sfinansowanym m.in. ze środków z Unii Europejskiej

Edwin Bendyk: – Co dała Polsce pierwsza dekada w Unii Europejskiej?
Prof. Grzegorz Gorzelak: – Precyzyjny obraz uzyskamy dopiero w latach 2017–18, bo dane dotyczące PKB w układzie regionalnym napływają z dwuletnim opóźnieniem, a ostatnie pieniądze z poprzedniej siedmiolatki wydamy w 2015 r. Teraz możemy opierać się na fragmentarycznych danych i niepełnych badaniach. Jedno jest pewne – wstąpienie do Unii pod względem znaczenia cywilizacyjnego porównać można tylko do chrztu Polski w 966 r., kiedy zdecydowaliśmy o przynależności do Zachodu.

Niestety, w powszechnej świadomości, również politycznych elit, korzyści z członkostwa w Unii ograniczają się głównie do napływu unijnych pieniędzy. Najlepiej ten typ myślenia wyraził Waldemar Pawlak w skandalicznym stwierdzeniu, że polską specjalnością powinno być „wyciskanie Brukselki”. A przecież Unia to znacznie więcej: wymiana handlowa, przepływ kapitału i technologii, przepływy ludzi, w przyszłości euro. Sama strefa Schengen i możliwość swobodnego przemieszczania się po całym kontynencie czyni więcej dla spójności społecznej niż jakikolwiek program finansowy.

Mimo to porozmawiajmy o pieniądzach. Czy środki z Unii będą miały rozwojowy charakter?
Napływ dużych pieniędzy musi sprzyjać rozwojowi. Pytanie tylko, czy wynika on z krótkotrwałego efektu popytowego, tzn. chwilowego pobudzenia rynku, czy też będzie miał długotrwały efekt podażowy, czyli wpłynie na modernizację i zwiększenie efektywności gospodarowania. Niestety, im więcej danych napływa, tym bardziej staje się widoczne, że ów efekt podażowy jest mniejszy, niż wynikało to z analiz posługujących się danymi hipotetycznymi. Ba, nie możemy wykluczyć, że w niektórych przypadkach w dłuższej perspektywie efekt ten może być negatywny (pisaliśmy o tym już w raporcie „Kurs na innowacje”, przygotowanym w 2012 r. pod kierunkiem prof. Jerzego Hausnera). Tak stanie się, jeśli poczynione inwestycje nie przyczynią się do poprawy efektywności i pobudzenia trwałego wzrostu gospodarczego, a nadejdzie czas ich amortyzacji i płacenia za bieżące utrzymanie autostrad, filharmonii i oczyszczalni ścieków.

Pełne efekty dają się poznać w odleglejszej perspektywie, co oznacza konieczność myślenia i planowania w horyzoncie co najmniej dwóch dekad. Niestety, w Polsce cierpimy na instytucjonalną zapaść myślenia strategicznego i to na każdym szczeblu zarządzania.

 

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj