Często słychać zwrot: jest przeciwko eutanazji, albo: jest za eutanazją. Posługujemy się tymi wyrażeniami bezrefleksyjnie, nie dostrzegając, iż właściwie nic nie znaczą. Chyba że pierwsze z nich miałoby wyrażać potępienie dla każdej osoby, która prosi o śmierć, i każdej, która ją zadaje bez względu na okoliczności, a drugie – pochwałę takich zachowań. Jednakże wyrażeń tych wcale nie używa się w tym znaczeniu, bo do potępiania konających w męczarniach nikt się nie kwapi, podobnie jak do chwalenia lekarzy, którzy te męczarnie skracają śmiertelną iniekcją. Za tymi nieszczęsnymi sfomułowaniami kryje się zwykle bycie za albo bycie przeciw regulacjom, które czynią akt eutanazji pod określonymi warunkami legalnym, a więc stanowisko oceniające przepisy prawa, a nie akty eutanazji. Mylenie jednego z drugim ma fatalny wpływ na jakość debaty o eutanazji.
Ściśle biorąc, akt eutanazji jest wszędzie bezprawny, niemniej jednak w kilku krajach możliwe jest uniknięcie odpowiedzialności karnej pod pewnymi, bardzo surowymi, warunkami, których w pozostałych krajach nikt nawet nie próbuje spełnić.
Można zatem być za albo przeciw takiemu czy innemu rozwiązaniu prawnemu kwestii eutanazji. Jeśli jest się za rozwiązaniem bardziej surowym, to nie znaczy jeszcze, że bardziej szanuje się zasadę, że nikomu nie wolno odbierać życia innej osobie, nawet na jej prośbę. Jeśli jest się za rozwiązaniem bardziej liberalnym, to jeszcze nie znaczy, że tę zasadę się lekceważy. Czym innym jest jednak stosunek do zasad moralnych, a czym innym opinie w sprawie dobrego i złego prawa. Można uważać prostytucję za bardzo naganną, a jednak być przeciwko karaniu prostytuujących się kobiet i ich klientów.