Rola Kościoła w przepowiadaniu przyszłości

Między objawieniem a zabobonem
Od momentu, gdy chrześcijaństwo stało się w Cesarstwie Rzymskim religią państwową, Kościół zmonopolizował przepowiadanie przyszłości. Przynajmniej oficjalnie.
„Sąd Ostateczny”, obraz Hieronima Boscha, ok. 1480 r.
A. Dagli Orti/De Agostini/Getty Images

„Sąd Ostateczny”, obraz Hieronima Boscha, ok. 1480 r.

Nadzieja na przyjście Jezusa, a zarazem lęk przed Antychrystem i końcem świata determinowały chrześcijaństwo, które – jak pisze francuski historyk Georges Minois – jest z natury religią profetyczną. Najpierw proroctwa zapowiadały przyjście Zbawiciela, a potem Jezus Chrystus głosił nadejście Królestwa Bożego. „Chrześcijanie żyją w oczekiwaniu na spełnienie tej obietnicy” – czytamy w „Histoire de l’avenir” (Historia przyszłości). W pierwszych wiekach wierzyli, że Chrystus lada dzień powróci, więc przykładanie wagi do życia ziemskiego nie miało sensu; dopiero gdy się nie zjawiał, a prześladowania narastały, ich zainteresowanie skupiło się na oczekiwaniu nadejścia Antychrysta i końca świata. Proroctwa zaczęły odgrywać ogromną rolę, choć akurat te apokaliptyczne nie były nowe w żydowskim świecie, bo chrześcijaństwo narodziło się w czasach apokaliptycznej rewolty.

W oczekiwaniu na Apokalipsę

Na chrześcijańskich przepowiedniach największe piętno odcisnęli biblijny prorok Daniel i św. Jan. W Księdze Daniela (z I poł. II w. p.n.e.) poza żywotem proroka są opisane jego apokaliptyczne wizje. Mroczne rozdziały uruchamiały wyobraźnię, a niejasności prowadziły do niezliczonych interpretacji, niemających nic wspólnego z intencjami autora, bo spisana w czasie kryzysu i ucisku księga miała ukazywać działanie wszechmocnej ręki Boga i dawać nadzieję.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj