Firma doradcza REAS szacuje, że w sześciu największych aglomeracjach na kupca czeka ponad 36 tys. mieszkań. Na początku roku było ich około 30 tys. Deweloperzy zwiększyli w tym roku sprzedaż, ale ofertę poszerzyli jeszcze bardziej. Ponownie włączyli do niej mieszkania wycofane w czasie największego załamania popytu. Odmrażają inwestycje przygotowane przed 2009 r. i odłożone na lepsze czasy. W ciągu 8 miesięcy, według GUS, zaczęli budowę 42 tys. mieszkań. To aż o 72,2 proc. więcej niż rok temu.
Rzeczywistość jest może mniej różowa, niżby wynikało ze statystyk. – Rozpoczęcie inwestycji polega czasem na założeniu dziennika budowy i wykopaniu dziury w ziemi. Po to, żeby pozwolenie na budowę, wydane dwa lata temu, nie wygasło – zauważa Łukasz Madej, prezes firmy doradczej ProDevelopment. Ogłoszeń o nowych projektach wyraźnie jednak przybyło. Przyjmowane są rezerwacje na mieszkania, które mają powstać. Sprzedaż rośnie wolniej niż inwestycje i deweloperzy budują mieszkania po części „na skład”. Zapowiada to coraz większy wybór. W przyszłym roku rynek mieszkaniowy będzie należał do klientów jeszcze bardziej niż teraz.
Metraż jak w PRL
Deweloperzy wyciągnęli wnioski z załamania sprzedaży i mniejszej niż przed kryzysem zdolności kredytowej kupujących. Proponują ofertę na cięższe czasy. – W większości odwieszonych inwestycji zmieniono strukturę mieszkań.