Gorzej, że poziom emocji wewnątrz klasy politycznej, a także ostrość zasadniczego podziału nie pozwalają zachować się tak, jak się w demokracjach dzieje: wobec przemocy wszyscy się jednoczą. Już godzinę po tej tragedii prezes PiS nazwał sprawcę i był nim, oczywiście, premier Donald Tusk i Platforma Obywatelska jako całość. Nie przypadkiem tzw. deklaracja łódzka, która miała być podobno podstawą jakiejś, choćby pozornej zgody, to wyliczenie urojonych na ogół „krzywd”, jakich doznało, w słowach oczywiście, od politycznych adwersarzy wyłącznie Prawo i Sprawiedliwość, obiekt „wściekłego ataku”. Na łódzkim zdarzeniu buduje Jarosław Kaczyński kolejne emocje, chce dzięki nim zlepić i ufortyfikować swój obóz.
Kaczyński powiedział wyraźnie w Sejmie, w jednym z ważniejszych swoich wystąpień w ostatnich miesiącach, że dla PiS ważny jest elektorat katolicki, wiejski, małomiasteczkowy, starszy. Te biedne kobiety, którym młodzież niewyznająca żadnych wartości ponoć gasi na szyjach papierosy w trakcie ich modlitwy (chciałoby się zapytać, gdzie jest stosowne doniesienie do prokuratury?). I ci staruszkowie, którym PO chce odebrać prawa obywatelskie (czego dowodem internetowy dowcip „zabierz babci dowód”).