Rok nieszczęść. W połowie stycznia trzęsienie ziemi spustoszyło Haiti, pod gruzami zginęło tam prawie ćwierć miliona osób, kolejne tysiące ucierpiały w wyniku tropikalnych huraganów i epidemii cholery, przywleczonej z Nepalu przez żołnierzy sił ONZ. Równie katastrofalne skutki przyniosły letnie powodzie w Pakistanie, z wielką wodą zmagała się także Europa Środkowa, natomiast fala upałów notowanych na półkuli północnej od maja do sierpnia przyczyniła się do pożarów rosyjskich lasów i torfowisk. Dwie wielkie tragedie były wynikiem ludzkich zaniedbań: wyciek czerwonego szlamu z węgierskiej huty aluminium oraz wybuch platformy wiertniczej (na fot.), który zagroził przyrodzie Zatoki Meksykańskiej i pozycji politycznej Baracka Obamy.
Afgański ból głowy. Sojusz Atlantycki na listopadowym szczycie w Lizbonie przyjął nową strategię oraz tzw. plany ewentualnościowe na wypadek konieczności obrony Polski, zaproponował też Rosji zacieśnienie współpracy. Ale wielkim bólem głowy pozostaje Afganistan. Ciągle giną tam sojuszniczy żołnierze i nie widać, by umacniał się lokalny rząd, popierany przez NATO.
Strach, nadzieja i fiesta. Świat w napięciu śledził 70-dniowy dramat 33 górników uwięzionych w chilijskiej kopalni miedzi i złota, 625 m pod powierzchnią pustyni Atakama. A wzruszający finał akcji ratunkowej sprawił, że przez chwilę wszyscy poczuliśmy się Chilijczykami.
Stracone nadzieje? „Czarnoskóry Kennedy” – z tak ogromną nadzieją wielu witało prezydenturę Baracka Obamy. Kennedy pobudził amerykańską energię, na przykład zapowiedział wysłanie pierwszego człowieka na Księżyc. Dziś, po dwóch latach prezydentury, widać, że czarnoskóry Kennedy żadnego księżyca nie zdobędzie: ledwie sam chroni się przed złą pogodą polityczną i gospodarczą.