Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Patrzę na twoją biografię

Nie mąćcie ludziom wody w głowie! – napominał profesor Hugo Steinhaus. Sławny matematyk mógł sobie pozwolić na podobną przestrogę. Mimo wszystko żył w spokojniejszych czasach. Jego pozycja w środowisku uniwersyteckim pozwalała na mówienie otwartym tekstem. Kiedy partyjny funkcjonariusz domagał się, żeby usprawiedliwił swoją nieobecność na jakiejś akademii ku czci, profesor replikował: – Lepiej wy usprawiedliwcie swoją obecność!

To dygresja. Mącenie w skołatanych głowach stało się dzisiaj normą. Stale jesteśmy czymś zaskakiwani. Czy ja wiedziałem, że mamy „lud pisowski?”. Wychynął nagle, zajął należne ludowi terytorium, dołączył do niego burzliwy i targany emocjami przylądek Dorn. A nie łaska, wzorem innego ludu, też wybranego, najpierw przez ileś tam lat połazić po pustyni? Przewodnik stada jest, Pustynia Błędowska czeka na piechurów. Niech się wygadają i wykłócą do woli, zanim już wyciszeni dotrą do Ziemi Obiecanej – IV RP.

W kwestii pisowskiego ludu okazałem się ignorantem. Nie przewidziałem także, ile atrakcji zapewni nam Sejm. Kilkakrotnie dziwiłem się, że na Wiejską prowadzi się szkolne wycieczki. Przecież – insynuowałem – może zdarzyć się tak, że dzieciaki natkną się na posła lub posłankę w stanie wskazującym, usłyszą mowę ojczystą zredukowaną do poręcznych skrótów, zobaczą pustą salę podczas tak nieważnych debat jak budżet. Podobne obrazki mogą zdemoralizować małolatów.

Wypada mi odwołać kalumnie zrodzone z małej wiary i wiadomych podszeptów. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, w Sejmie będziemy mieli żłobek. To rozumiem: po kontroli, czy aby córcia lub synuś nie przyszli na świat dzięki metodzie in vitro, znajdą się na Wiejskiej łóżeczka, kojce, grzechotki i pluszaki. Upadnie bezczelny zarzut, że dla niektórych parlamentarzystów posłowanie to żłób.

Polityka 01.2011 (2789) z dnia 07.01.2011; Felietony; s. 140
Reklama