Spotkanie z Danielem Passentem
8 lutego w redakcji POLITYKI odbyło się spotkanie promujące książkę PASSA.
Polityka

Polityka

Polityka

Polityka

okładka książki PASSA. Z Danielem Passentem rozmawia Jan Ordyński. Wydawnictwo Czerwone i Czarne, styczeń 2012r.
Polityka

okładka książki PASSA. Z Danielem Passentem rozmawia Jan Ordyński. Wydawnictwo Czerwone i Czarne, styczeń 2012r.

Krzeseł zabrakło. Frekwencja zaskoczyła chyba nawet człowieka, z którego powodu tak doborowe grono odwiedziło naszą redakcję. Promocja wydanej nakładem Wyd. Czerwone i Czarne książki „Passa” – efektu półrocznych spotkań i rozmów Jana Ordyńskiego z Danielem Passentem – przypominała jego felietony: było dowcipnie, autoironicznie, czasem autokrytycznie. Prowadzący spotkanie redaktor naczelny POLITYKI Jerzy Baczyński zwracał uwagę, że: – Ta książka to więcej niż wywiad rzeka, ponieważ poza setkami pytań zawiera także dokumenty, listy, materiały z archiwum Daniela, co czyni ją czymś pośrednim między wywiadem a autobiografią. Wynik jest niesłychanie interesujący. Fragmenty „Passy” (w tym, ku uciesze publiczności, felieton o wyrabianiu wału) odczytał aktor Krzysztof Kowalewski, z którym, jak się okazało, Daniel Passent w latach 60. był na szkoleniu wojskowym w Szczecinie. O pierwszą recenzję poproszony został prof. Karol Modzelewski, wybitny historyk, mediewista, działacz opozycji demokratycznej w PRL i współtwórca Unii Pracy. – Ta książka bardzo różni się od felietonów Daniela. Jak je czytałem, a czytałem od zawsze, śmiałem się, bo były śmieszne. Jak czytałem tę książkę, nie było mi do śmiechu. Felietony wydawały mi się bardzo barwne, a w książce dominuje szarość. Nie lubię wieszać psów na Polsce Ludowej, ale książka oddaje peerelowską szarość – mówił Modzelewski. – Daniel z przepraszającym uśmiechem tłumaczy w niej, że całe życie siedział okrakiem na barykadzie. To pewnie nie jest wygodna pozycja, ale ważna w historii. Barykada nie jest meblem, który daje się oceniać jednoznacznie. (…) Ale to zapewniało naszemu życiu umysłowemu pewien rodzaj dwuznacznej i irytującej ciągłości. O książce mówili też m.in. reżyser i operator filmowy Marek Nowicki, poseł PO Stefan Niesiołowski oraz europoseł Michał Kamiński (PJN). – Dla człowieka prawicy ta książka jest ważna z dwóch powodów. Mówi w sposób przejmujący o trudnym momencie stosunków polsko-żydowskich, jakim była Zagłada na ziemiach polskich – tłumaczył Kamiński. – Daniel Passent mówi o tym w sposób, który buduje zrozumienie trudnej historii, a nie jątrzy. Za to wyrażam wielki szacunek. I za szczerość. Natomiast Adam Michnik uznał, że wśród tylu zachwytów on powinien trochę nachuliganić: – Chyba nikt w stanie wojennym tak mocno Danielowi nie przykładał jak ja. Byłem brutalny. Kąsałem go w podziemnych gazetkach i w Wolnej Europie. A Daniel odpowiadał mi na łamach POLITYKI w felietonach. Dlaczego te teksty mnie wściekały? Bo były dobrze napisane, były inteligentne i trafiały do tej części inteligencji, która w gruncie rzeczy nie wiedziała, czy stan wojenny był czymś nieuchronnym. (…) Jeszcze był drugi powód, dla którego teksty Daniela doprowadzały mnie do pasji. Gdy czytałem gazety takie jak „Rzeczywistość” czy „Żołnierz Wolności”, byłem zupełnie spokojny, bo mówiliśmy różnymi językami, nawet nie mieliśmy wspólnego alfabetu. Natomiast Daniel posługiwał się tym samym alfabetem. To był język, który rozumiałem. I wściekało mnie, że w tym języku można wypowiadać sądy, nad którymi nawet kryminalista, za jakiego byłem wówczas uznawany przez władze, musi się zastanawiać, czy w nich nie ma czegoś sensownego. Podam jeszcze inny przykład mojej irytacji: w jednym z felietonów Daniel morderczo wyszydził Moczara, który wspominał w „Życiu Literackim”, jak odwiedził w więzieniu Melchiora Wańkowicza. Cholera, mówiłem, dlaczego Daniel widzi absurdalność tej sytuacji, a nie widzi tych wszystkich absurdów, które ja widzę. Jerzy Baczyński dopytywał, dlaczego, mimo iż Daniel uważa zawód dziennikarski za nędzny, zdecydował się w nim pozostać. Passent przyznał, że pisaniem zajął się dla pieniędzy. – To nie jest prawda, że mógłbym zostać ekonomistą jak Marek Belka czy dyplomatą jak Jerzy Koźmiński. Dobrze jest być dziennikarzem na początku, a później rzucić ten zawód i do czegoś dojść. Jak Aleksander Kwaśniewski. Ja tego nie zrobiłem. (…) Byłem tak potwornie głupi – kpił w passentowskim stylu – że nadawałem się tylko na dziennikarza. (…) Ten zawód rozwija w nas same negatywne cechy: ignorancję, arogancję, hucpę, napastliwość, poniżanie innych ludzi. Tak postępują ci najlepsi, ja staram się tylko ich nieudolnie naśladować.

Wśród licznych gości obecny był także b. prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz m.in. Hanna Bakuła, Marek Belka, Witold Bereś, Seweryn Blumsztajn, Marek Borowski, prof. Andrzej Borkowski, prof. Eugeniusz Butruk, Andrzej Celiński, Andrzej Czeczot, Kamil Dąbrowa, Waldemar Dąbrowski, Grzegorz Dobiecki, prof. Tadeusz Drewnowski, Stasys Eidrigevicius, prof. Jerzy Eisler, Feliks Falk, Wojciech Fangor, Wojciech Fibak, prof. Magdalena Fikus, Grzegorz Gauden, Andrzej Godlewski, prof. Marian Grynberg, Józef Hen, prof. Iwona Hofman, Krzysztof Janik, mec. Czesław Jaworski, Krystyna Kaszuba, Elżbieta Kępińska, prof. Michał Kleiber, Jerzy Koźmiński, Robert Krasowski, prof. Leszek Kubicki, Waldemar Kuczyński, prof. Andrzej Krzysztof Kunert, Andrzej Kurz, prof. Ewa Łętowska, Małgorzata Niezabitowska, prof. Wojciech Noszczyk, Andrzej Olechowski, Józef Oleksy, Barbara Piwnik, mec. Krystyna Pociej, Marek Przybylik, prof. Witold Rużyłło, amb. Jarosław Spyra, prof. Janina Stępińska, mec. Krzysztof Stępiński, Cezary Stypułkowski, Maria Szabłowska, Kazimiera Szczuka, prof. Cezary Szczylik, prof. Henryk Szlajfer, Józef Tejchma, Wiesław Uchański, Jerzy Urban, Bożena Walter, Wojciech Wieteska, prof. Szewach Weiss, Wojciech Zabłocki, prof. Włodzimierz Zawadzki.

Książkę nabyć można na: www.skleppolityki.pl.   

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj