szukaj
Tusk nie kandyduje na prezydenta
Między emocjami i realiami
Donald Tusk rezygnuje ze startu w wyborach prezydenckich. Tej decyzji spodziewano się od kilku tygodni, choć premier podejmując ją - chyba najtrudniejszą i najbardziej ryzykowną - zapewne wahał się do ostatniej chwili.

Kandydowanie narzucała sfera bardziej symboli niż realiów. Jeżeli społeczeństwo chciało tej drugiej i ostatecznej konfrontacji z Lechem Kaczyńskim, to trudno przewidzieć, gdzie skieruje teraz swoje emocje. Czy inny kandydat PO, którym zostanie zapewne marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, będzie tak samo przekonujący dla opinii publicznej jako likwidator resztek państwa PiS, jak Tusk, który stał się symbolem zwycięstwa? Sfera symboli jest dla opinii publicznej bardzo ważna.

Premier postawił na realia, a te są oczywiste – prawdziwa władza, zdolność wpływania na zmiany, jest w rządzie. Pałac prezydencki nadaje się znakomicie do hamowania, czego doświadczamy, choć oczywiście może też wspierać. Ale władza jego jest iluzoryczna, zwłaszcza, gdy straci się również wpływ na partię, której było się liderem. Taka jest bowiem kolej rzeczy - nawet niekwestionowany autorytet we własnej partii z czasem blednie, czego doświadczył Aleksander Kwaśnieswski, który w pewnym momencie został przez znaczną część SLD uznany wręcz za ciężar.

Donald Tusk ma świadomość, jak wiele jest w Polsce do zrobienia. Czuje, że wielki plan modernizacji, który obiecywał, jest ledwie w powijakach, a zagrożeń wiele. Wybiera walkę na froncie o zmiany rzeczywiste, a nie o zmianę miejsca pobytu. Wybiera w chwili trudnej. PO nie jest w najlepszej kondycji, koalicja przeżywa wyraźne kłopoty, wlecze się komisja hazardowa. Do projektów zmian trzeba przekonać nie tylko koalicjanta, ale także część opozycji. Strategiczny plan, który wiąże się z jego rezygnacją walki o prezydenturę, musi zakładać inny sposób politycznego funkcjonowania, konieczność montowania koalicji na przykład z lewicą do odrzucania prezydenckich wet.

Rezygnacja Tuska otwiera też na nowo kampanię prezydencką. Nieco wzmacnia szanse Lecha Kaczyńskiego, być może Andrzeja Olechowskiego czy Jerzego Szmajdzińskiego. Stawia nowe pytania o udział Włodzimierza Cimoszewicza. Niewątpliwie jednak zdejmuje część - w tym bardzo wiele negatywnych - emocji z wyborczych zmagań. I jest jeszcze jeden ważny aspekt tej decyzji. Premier nie ucieka przed odpowiedzialnością za stan gospodarki, w tym za stan finansów publicznych, a przecież większość ekspertów mówi, że prawdziwe kłopoty dopiero przed nami. Przeciwnie, bierze ją na siebie. Trzeba mieć wiele odwagi i determinacji, by nie uciekać przed tą właśnie odpowiedzialnością do Pałacu Prezydenckiego, skąd można łatwo krytykować i pouczać rządzących.

Jesteśmy więc w nowej sytuacji politycznej, gdyż nie ma już schematu walki Tusk  - Kaczyński, na którą szykowały się partie i znaczna część opinii publicznej. Zaczyna się nowe rozdanie, które trzeba będzie dopiero oswajać.

CZYTAJ TAKŻE: Komentarz na blogu Daniela Passenta >>

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj