Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Grudniowe deja vu

Lekarze vs. NFZ - runda siódma

Lekarze rodzinni z Porozumienia Zielonogórskiego podpisali porozumienie z rządem, ale to NFZ ugiął się pod ich szantażem. Do rozmów o pieniądzach trzeba będzie powrócić w przyszłym roku.

Brakiem porozumienia zakończyło się spotkanie premiera Donalda Tuska z lekarzami rodzinnymi reprezentującymi Porozumienie Zielonogórskie, ale w końcu w Ministerstwie Zdrowia do ugody doszło. W Nowym Roku gabinety lekarzy rodzinnych pozostaną otwarte dla chorych. Od siedmiu lat powtarza się podobny scenariusz: podpisywaniu kontraktów na nowy rok towarzyszą spory o wysokość stawek, jakie lekarze otrzymują z NFZ za leczenie pacjentów.  W 2004 r. Porozumienie Zielonogórskie broniło się w identyczny sposób przed wprowadzeniem nocnej opieki medycznej. W 2006 r. żądania dotyczyły podwyżek.

Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że w służbie zdrowia liczą się inne argumenty prócz kasy, ze złudzeń najlepiej potrafią wyleczyć właśnie lekarze rodzinni Porozumienia Zielonogórskiego. Jest to federacja quasi związkowa, reprezentująca 14 tys. medyków tej specjalności. Tym razem zagrozili, że po Nowym Roku gabinety podstawowej opieki zdrowotnej pozostaną zamknięte, ponieważ dodatkowe obowiązki narzucone przez NFZ skrócą czas, jaki powinni poświęcać chorym. W nowym zarządzeniu prezes Funduszu żąda od lekarzy dokładnych sprawozdań, ilu i w jakim wieku pacjentów odwiedziło ich poradnie, jaka była rzeczywista liczba wizyt domowych oraz ile przeprowadzono obowiązkowych szczepień (ma to ułatwić kontrolę udzielanych świadczeń). Lekarze Porozumienia Zielonogórskiego łaskawie pogodzą nowe obowiązki z przyjmowaniem chorych, jeśli NFZ zwiększyłoby im stawkę za każdego zarejestrowanego pacjenta z 8 do 8,72 zł. Nie przyjmują do wiadomości, że budżet NFZ nie jest z gumy i na spełnienie tego postulatu potrzeba 400 mln zł. „Nie zabieramy pieniędzy szpitalom, ani specjalistom, ani pielęgniarkom” – mówi Krzysztof Radkiewicz, wiceprezes Porozumienia.

Reklama