Orzeczenie TK ws. wyborów
Wybory Trybunału
Dwudniowe wybory – jako poprawiające frekwencję – przyczyniłyby się do wzmocnienia legitymizacji przyszłego parlamentu i rządu. Z kolei billboardy i spoty wyborcze bynajmniej nie stanowią źródła wiedzy o kandydatach do parlamentu, przeciwnie – wzmacniają przypadkowość wyborczej decyzji, bo zwiększają szanse tych przystojniejszych bądź lepiej ufryzowanych przez wizażystów.

Trybunał Konstytucyjny tymczasem obalił koncepcję wydłużenia głosowania, a równocześnie zaaprobował regułę „wszystkie chwyty dozwolone”, jeśli chodzi o wizualne narzędzia kampanii wyborczych.

Werdykt ten nie oznacza jednak, że sędziowie przyzwalają na psucie demokratycznych standardów. Przeciwnie: jest sugestią dla polityków, by porządkując ustawodawstwo wyborcze, szanowali procedury i hierarchię prawa. Jeśli zatem zamierzali dać obywatelom więcej czasu na oddanie głosu, to powinni najpierw zmodyfikować stosowny zapis w konstytucji. Podobnie: jeśli chcą, by pieniądze z budżetu państwa przeznaczone na finansowanie partii nie szły na konta agencji reklamowych i stacji telewizyjnych, lecz służyły pobudzeniu poważnej debaty społecznej, to mogą zmienić przepisy o finansowaniu kampanii, a nie dość mechanicznie ograniczyć jej formę.

Nie mówiąc o tym, że należało uszanować dobry obyczaj niezmieniania koni podczas przeprawy, czyli procedur wyborczych niedługo przed rozpoczęciem kampanii). W tym sensie werdykt był przewidywalny (choć liczba zdań odrębnych świadczy o skomplikowaniu materii i zderzeniu różnych racji).

Już na marginesie: zabawne, że werdykt ten z nagła odmienił polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz publicystów z nimi sympatyzujących. Dotąd traktowali Trybunał jako symbol „układu” i samozwańczą władzę, która przeszkadza tylko w zaprowadzaniu ich wizji Rzeczpospolitej. Teraz chwalą sędziów za niezależność. A przecież sprzeciw PiS wobec dwudniowemu głosowaniu oraz zakazowi billboardów i spotów nie wynikał wcale z umiłowania litery prawa, lecz z przedwyborczej kalkulacji. Wszak PiS zaskarżyło kodeks wyborczy, które najpierw wcześniej samo popierało. Więcej: partia Jarosława Kaczyńskiego w żywe oczy ignoruje Państwową Komisję Wyborczą, która uznała, że billboardy w rodzaju „Premier Jarosław Kaczyński. Czas na odważne decyzje” czy spoty typu „Słowa prawdy” i „Kaczyński otwiera drzwi” łamią zasadę nieprowadzenia agitacji wyborczej nim formalnie zostanie rozpoczęta kampania.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj