Pojawienie się na rynku Viagry, a następnie innych leków skutecznych w leczeniu zaburzeń erekcji (Cialisu oraz Levitry), nie otworzyło Polaków na rozmowę o problemach intymnych. Większość nadal woli na własną rękę wspierać się preparatami znanymi z reklam, sprzedawanymi niekoniecznie w aptekach, zamiast pójść do lekarza po receptę na specyfik, który ma rzeczywiście potwierdzone działanie.
– Myślałem, że przez te 15 lat wstyd z nas opadnie i więcej mężczyzn będzie chciało skorzystać z tej oferty – przyznaje prof. Zbigniew Izdebski. – Niewiele się jednak zmieniło: naszej seksualności nadal nie traktujemy w kategoriach zdrowia, choć zaburzenia erekcji na skutek cukrzycy lub wielu innych chorób dotyczą w Polsce co najmniej 1,5 mln mężczyzn.
Wytwórcy środków dostępnych bez przepisu lekarza, tzw. suplementów diety, doskonale wykorzystują te fobie. Bo jeśli Polacy wciąż wstydzą się przyznawać do kłopotów, a też nie są o to przez lekarzy nawet wypytywani, to łatwiej wcisnąć im w reklamach byle co, tworząc wrażenie, że przecież mogą dyskretnie leczyć się sami.
Z danych firmy IMS Health wynika, że przez 12 miesięcy, do końca sierpnia 2013 r., wartość sprzedaży leków wspomagających potencję wydawanych na receptę w aptekach spadła w porównaniu z ubiegłym rokiem z 53,6 do 47,2 mln zł, natomiast sprzedaż suplementów wzrosła z 35,5 do 37,2 mln zł. – Ale ilościowo rynek w tych obu grupach zwiększył się o prawie 14 proc. – komentuje Jacek Czarnocki z IMS Health. – W porównaniu z innymi kategoriami farmaceutyków to bardzo duży wzrost…
Cały artykuł Pawła Walewskiego w najnowszym numerze POLITYKI– dostępnym w kioskach, w wydaniach na iPadzie, Kindle i w