Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Coś się przecięło

Co się jeszcze może zdarzyć [Świąteczna POLITYKA]

Donald Tusk zaufał Elżbiecie Bieńkowskiej, ale poleganie tylko na niej może być ryzykowne. Donald Tusk zaufał Elżbiecie Bieńkowskiej, ale poleganie tylko na niej może być ryzykowne. Radek Pietruszka / PAP
To był rok, który przyniósł wydarzenie dotąd niewyobrażalne – zakończył trwającą nieprzerwanie od 2007 r. dominację Platformy Obywatelskiej. W polskiej polityce znowu wszystko może się zmienić. Także na gorsze.

Już na początku mijającego roku PiS zaczęło się zrównywać z Platformą w sondażach, a potem nastąpiło przecięcie krzywych poparcia. Pod koniec roku różnica na korzyść partii Jarosława Kaczyńskiego wynosi już nawet 12 proc., a w niektórych badaniach PO schodzi poniżej progu 20 proc. Od kiedy w pierwszej połowie ubiegłej dekady Platforma wyszła na prowadzenie przed SLD (co też wcześniej wydawało się niemożliwe), trzyma za sobą Sojusz już przez ponad dziesięć lat. Teraz partia Millera znowu zbliża się do ugrupowania Tuska, ale nad nimi obiema góruje dzisiaj skazywane wielokrotnie na porażkę i całkowity zanik PiS.

Powszechnie sądzono, że ugruntowanie się Polski w Unii Europejskiej, napływ do życia publicznego młodych roczników, oddziaływanie zachodnich liberalnych trendów obyczajowych i ideowych będą czynić z PiS słabnącą, malejącą enklawę poglądów anachronicznych, wsobnych, prowincjonalnych. Skoro będzie coraz mniej ludzi wykluczonych, z poczuciem krzywdy, słabiej wykształconych, to ugrupowanie bazujące na cywilizacyjnych lękach musi zwiędnąć. Stało się inaczej z kilku powodów.

(…)

Z tym wiąże się trzeci powód problemów Platformy, może najważniejszy: PO nie jest dla formacji liberalnej tym, czym PiS dla drugiej strony. Partia Kaczyńskiego jest dla swojego elektoratu niekwestionowanym reprezentantem i autorytetem, jest emanacją całej umysłowej i ideowej formacji, która może nawet się między sobą spierać, ale wszystkie interesy i plany na przyszłość ulokowała w PiS. Platforma nie związała ze sobą w ten sposób wyborców, nie ma mocy autorytetu ani wewnętrznego magnetyzmu, o wiele łatwiej ją porzucić, obrazić się i wyszydzić.

Reklama