Kościół bierze wszystko. Nie kwituje. Żąda więcej
Państwo polskie jest dłużnikiem Kościoła rzymskokatolickiego. Bo jeszcze nie oddało wszystkich dóbr kościelnych zabranych po wojnie.
Polityka

W ciągu zaledwie kilku dni doczekaliśmy się dwóch ważnych ostrzeżeń przed przerabianiem Polski na państwo katolickie. I mocnej kontry ze strony szefa Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Najpierw prof. Wojciech Sadurski w „Gazecie Wyborczej” polemizował z artykułem wiceministra sprawiedliwości Michała Królikowskiego. Zarzucił mu, że manipuluje tekstem konstytucji, wpisując do konstytucji treści religijne, których w niej nie ma. Sadurski broni świeckości państwa polskiego, Królikowski podważa samą ideę państwa świeckiego. Jego zdaniem Konstytucja jest oparta na katolickiej nauce społecznej i wyraża jej ducha.

Sadurski ostrzega przed „ministerialnymi owieczkami”, które „przepisują konstytucję na katolicką modłę”, bo uważają, że mają prawo oczyszczać nasz rozum z ateistyczno-liberalnych złogów.

Teraz w „Newsweeku” w podobnie ostrzegawczym tonie głos zabrał prof. Wiktor Osiatyński. Osiatyński postuluje wypowiedzenie przez państwo polskie konkordatu. Wraca do hasła rzuconego wcześniej przez profesora Hartmana z okazji 20-lecia podpisania konkordatu.

Osiatyński, tak jak Hartman, widzi w konkordacie przejaw uprzywilejowania Kościoła rzymskokatolickiego w naszym państwie, które nie składa się wyłącznie z katolików. Jeśliby Kościół utracił ten przywilej, wyszłoby mu to na zdrowie, bo zostałby zrównany z innymi zwykłymi instytucjami publicznymi.

Biskupi takie ostrzeżenia albo ignorują, albo odrzucają jako ataki na Kościół. Do tej grupy dołączył szef Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski, uważany za umiarkowanego. Przekonuje, że nie ma żadnej pełzającej katolicyzacji państwa. Przeciwnie, konkordat przed katolizacją broni, gdyż akceptuje „postoświeceniową” zasadę rozdziału Kościoła i państwa, która oznaczała likwidację państwa wyznaniowego. Przeciszewski przekonuje profesora Osiatyńskiego, że jeśli już, to nie Polska, lecz Anglia, Dania czy Grecja są państwami wyznaniowymi w tym sensie, że akceptują istnienie u siebie Kościołów mających status Kościołów państwowych.

To się zgadza formalnie, ale naszym profesorom nie o to chodzi. Anglia, Dania i Grecja nie mają konkordatów z papiestwem. Anglia i Dania mają Kościoły państwowe, ale są one pod kontrolą jako część systemu monarchii parlamentarnej. U nas Kościół nie jest państwowy, ale nasze demokratyczne państwo często traktuje go tak, jakby był de facto Kościołem państwowym. Problem polega u nas na tym, że państwo i Kościół się na co dzień przenikają, a spora część katolików uważa to za naturalne, także w polityce i parlamencie.

Za naturalne gotowi są oni uważać choćby nieprzejrzystość finansów kościelnych. Jak złe mogą być tego skutki, pokazuje historia de facto wyjętej spod kontroli kościelno-państwowej Komisji Majątkowej. Przeciszewski nie waha się jednak jej przywołać, by odrzucić słowa prof. Osiatyńskiego, iż „kościelny rachunek jest już spłacony”. Nie, nie jest spłacony, uważa Przeciszewski, bo państwo polskie wciąż jest dłużnikiem wspólnot wyznaniowych, w tym Kościoła rzymskokatolickiego. Jeszcze nie oddało wszystkich dóbr kościelnych zabranych po wojnie.

Tymczasem w Czechach parlament uchwalił, że państwo zwróci Kościołom cały zabrany przez komunistów majątek i wypłaci odszkodowania. Przeciszewski nie wspomina, że uchwałę przyjęto po burzliwej dyskusji i protestach społecznych i dużo później, niż zaczął się u nas proces naprawiania szkód wyrządzonych Kościołowi za czasów PRL.

Nie ma się co licytować, kto jest czyim dłużnikiem. Ale można by przecież powiedzieć, że i Kościół bardzo wiele zawdzięcza państwu polskiemu po 1989 r. Państwo swój dług wdzięczności wobec Kościoła spłaciło z nawiązką, m.in. przyjmując konkordat. Kościół bierze wszystko, nie kwituje, żąda więcej. Nie ma się co dziwić profesorom, że biją na trwogę.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj