Jedna trzecia z was zmieni żony, jedna trzecia samochody, a jedna trzecia – partię – powiedział Janusz Palikot swoim 39 posłom na pierwszym posiedzeniu klubu parlamentarnego jesienią 2011 r. Mylił się grubo, przynajmniej co do barw partyjnych. W Twoim Ruchu trwa już tylko 15 posłów. Zrazu uchodzili raczej w pojedynkę, ale na ostatnim wrześniowym posiedzeniu Sejmu sprawy przybrały obrót hurtowy – jednego dnia papierami rzuciło aż 12 posłów. Zabrakło jednego uciekiniera, by zniknął klub TR.
Byli palikotowcy już zdążyli się zorganizować. Założyli koło Bezpieczeństwo i Gospodarka (BiG) i jak zazwyczaj w takich przypadkach śnią o potędze: rozpowiadają, że garną się do nich kolejni posłowie, że będą klubem, że założą partię itp. Ich liderem jest Artur Dębski, znany m.in. z tego, że od lat toczy się przeciw niemu proces za fałszowanie luksusowych damskich torebek. Koneserzy polityki mogli słyszeć też o Armandzie Ryfińskim czy eksksiędzu i naczelnym „Faktów i Mitów” Romanie Kotlińskim, bo to oni odpowiadali za najbardziej antyklerykalne happeningi partii Palikota; obraz Matki Boskiej Częstochowskiej nazwali bohomazem, a Ryfiński przebrał się za biskupa. Pozostali członkowie BiG przez trzy lata nie dali się poznać nawet sprawozdawcom sejmowym.
Ich konflikt z Palikotem dojrzewał długo, ale plan ewakuacji z TR powstał błyskawicznie. Burzliwe było już posiedzenie klubu we wtorek 23 września. Dwa dni później rozłamowcy spotkali się poza Sejmem, by w sekrecie ustalić szczegóły, ale jeden z nich okazał się szpiegiem Palikota, dzięki czemu szef partii dowiedział się o wszystkim w czwartek wieczorem.