Radio Maryja znieważa prezydenta Komorowskiego, Kościół nie reaguje
Hejtem na hejt
To było półtorej godziny hejtu w Radiu Maryja. W tej katolickiej rozgłośni, pod nadzorem duchownych, wylała się fala bełkotu, za który prowadzący program ksiądz gorąco dziękował.
Radio Maryja/Facebook

Jak zwykle w Radiu Maryja do rozmowy ze słuchaczami, tym razem na temat prezydenta Komorowskiego, włączył się o. Rydzyk. Porównał otoczenie Komorowskiego do otoczenia Hitlera. Obaj mieli zdeprawowanych doradców z tytułami profesorskimi. I tak to leciało w środku nocy z poniedziałku na wtorek na całą Polskę.

I co? I nic. Bo to radio tak ma, a wybory za pasem. Nie ma mowy, by zareagowały instytucje państwowe do tego powołane, np. Krajowa Rada Radia i Telewizji, prokuratura, która z urzędu ma ścigać mowę nienawiści albo organizacje społeczne, np. stowarzyszenia dziennikarskie czy Rada Etyki Mediów.

Są obywatele, w tym katolicy, którym ta bierność nie mieści się w głowie. Mają rację, ale czy sami gotowi byliby swoje oburzenie zamanifestować pod siedzibą Radia Maryja? Nie, bo to by w ich odczuciu wyglądało, jakby posługiwali się tymi samymi metodami. Nie godzi się na hejt odpowiadać hejtem.

To prawda prawdziwsza niż ta toruńska prawda nienawiści w katolickim przebraniu. Ta część społeczeństwa, która jest zbulwersowana politycznym przekazem kościelnym, nie pójdzie z pochodniami i krzyżami wykrzykiwać, kto w Kościele czy na prawicy jest ruskim agentem. Albo który z liderów jest gorszy od Jaruzelskiego i Hitlera.

Z tego stanu rzeczy korzystają siły, które nie mają problemu z radykalizacją i agresją. Widzieliśmy to podczas spotkań wyborczych prezydenta Komorowskiego, teraz to samo spotyka premier Kopacz. To zakrawa na lincze symboliczne w stylu radiomaryjnej mowy nienawiści.

Normalnym zachowaniem ludzi w Kościele i w demokratycznych partiach politycznych byłoby stanięcie murem za lżoną szefową rządu. Ale nie u nas. U nas szef kampanii wyborczej PiS rozkłada ręce: nie wiemy, kto atakuje panią premier.

Hejterski bełkot w Radiu Maryja nie powinien mieć miejsca. Ale anonimowi hejterzy są ofiarą swoich liderów kościelnych, politycznych, mediowych. To oni wypracowali ten język i przekaz. Oni podsunęli do wierzenia „prawdy” o zamachu smoleńskim, Polsce w ruinie, dżenderze, bruździe policzkowej, ruskich agentach itd. Lud kupił, bo im zaufał. I teraz to jest już jego prawda. Bezdyskusyjna. Oni już zdania i nastawienia nie zmienią. Choćby padły nie wiadomo jak mocne argumenty przeciw.

Oczywiście po drugiej stronie też mamy podobny mechanizm. Hejt rodzi hejt, ekstremiści lewicowi czy prawicowi są mentalnie podobni. Absolutnie pewni, że tylko jedna prawda jest słuszna: ich prawda. I z tym w demokracji musi być kłopot. Demokracja bez centrum przestaje być bezpieczna.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj