Kryzys Platformy może dać PiS większość do zmiany konstytucji
Bitwa o Trybunał Konstytucyjny to tylko przygrywka. Zasadnicze pytanie tej kadencji brzmi: czy PiS zmieni konstytucję?
Rafał Zambrzycki/Kancelaria Sejmu RP

Zmiana konstytucji to marzenie Jarosława Kaczyńskiego, trudne do zrealizowania, ale jeszcze trudniejsze do odkręcenia, gdyby mu się jednak udało. A wcale nie jest powiedziane, że się nie uda, wprost przeciwnie, wygląda na to, że zaczęły się procesy, które mogą wyłonić niezbędną większość 307 posłów.
 
Pierwszy, i najmniej być może istotny, to słabnięcie PSL. Partia Władysława Kosiniaka-Kamysza nie musi dożyć końca kadencji. PiS będzie chciało umacniać swą dominację na wsi, zarówno przyciągając wiejskich wyborców, jak i marginalizując ludowców. A w Sejmie? Wystarczy odejście dwóch posłów, by zniknął klub PSL, już dziś pozbawiony wicemarszałka i szefostwa choćby jednej najmniejszej komisji.
 
PiS dowiodło już przed laty – pozdrowienia dla Adama Lipińskiego, jeśli to czyta – że zasada niepodzielności konkurencyjnych klubów nie jest jakąś świętością. Można sobie z łatwością wyobrazić scenariusz rozpadu PSL na PSL i PSL dla Narodu lub – jeszcze korzystniejsze dla PiS – zhołdowanie ludowców, którzy poparliby zmiany konstytucji. Pole do rozmowy jest rozległe – w 2018 r. mamy przecież kluczowe dla PSL wybory lokalne.
 
Po drugie, na konstytucyjną przystawkę PiS wyrasta Kukiz’15. Bóg jeden wie, co trzyma tych posłów w jednym klubie, w czasie jednego z głosowań nad sędzią Trybunału udało im się zająć cztery stanowiska – byli za, przeciw, wstrzymali się lub wyjęli karty do głosowania. Tak czy inaczej, opozycyjność Pawła Kukiza jest bezobjawowa, a jego priorytetem pozostaje zmiana konstytucji. Ktoś zaręczy, że za cenę wprowadzenia JOW – choćby pozorowanego, jak w Niemczech – kukizowcy nie poprą zmian, o które chodzi Kaczyńskiemu? Że nie wyjdzie Kornel Morawiecki i nie powie we wzniosłych słowach, że chodzi o dobro narodu?
 
Nie, obrońcy konstytucji nie w PSL i nie w Kukizie upatrywali mniejszości blokującej zmianę. PiS mieli powstrzymać posłowie PO i Nowoczesnej. Tyle że już na początku kadencji zasadniczo zmienił się układ sił między tymi partiami. Ewa Kopacz wprowadziła prawie 140 posłów, po czym straciła władzę, a w Platformie wybuchła wojna domowa. Partia spada w sondażach.
 
Inaczej Ryszard Petru – on wprowadził mniej niż 30 posłów, ale od wyborów rośnie w sondażach i buduje się jako lider opozycji. W oczywisty sposób żeruje przy tym na Platformie. Nowoczesna i PO są jak naczynia połączone. Problem polega na tym, że reprezentacje sejmowe tych partii nie odpowiadają już ich poparciu społecznemu, które jest bardzo zbliżone. Zarazem Petru nie może po prostu przyjąć klubu PO do Nowoczesnej, bo straciłby to, na czym zyskał – efekt świeżości.
 
Jeśli zatem PO nie odwróci trendu w sondażach, będziemy mieli w Sejmie olbrzymi klub pozbawiony zaplecza społecznego. Kaczyński będzie patrzył na tych posłów jak wędkarz na łowisko. Skoro nie brzydzi się posługiwać byłymi PZPR-owcami, to i eksplatformersów przygarnie.
 
Pod koniec 2015 r. scenariusz napisania nowej konstytucji nie jest pewny, ale nie założyłbym się, że nie zostanie zrealizowany.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj