Kwaśniewski: Nie zaprzysiągłbym sędziów Trybunału ani w nocy, ani bez kamer telewizyjnych. To nie wypada
Janina Paradowska: – Zastanawiałam się, co by pan zrobił, gdyby około północy, kiedy pan był jeszcze prezydentem, przyszedł do pana szef Kancelarii Ryszard Kalisz, przynosząc jakieś 10 uchwał z Sejmu z poleceniem: tutaj już jadą ludzie, których trzeba zaprzysięgać. Co by pan zrobił?
Aleksander Kwaśniewski: – Rozmawiałbym ze swoim człowiekiem, ale niczego takiego bym nie zrobił. Ani o północy, ani bez kamer telewizyjnych. To nie wypada, tak się nie robi. Miałem raz taką sytuację w nocy, kiedy dzwonił Jerzy Buzek, że sprawa jest niecierpiąca zwłoki, że trzeba się spotkać. Chodziło wtedy o zdymisjonowanie Tomaszewskiego [w rządzie Buzka był wicepremierem i szefem MSWiA – red.], ja odmówiłem robienia tego po nocy. Kazałem przyjść w ciągu dnia, wraz z wicepremierem i przy kamerach wręczyłem mu odwołanie. Ale wiemy, że przecież nie o godziny chodziło, tylko o podejmowanie szybkich decyzji przed wyrokami TK, żeby działać polityką faktów dokonanych.
Ale sceneria jest ciekawa i ważna.
Sceneria niezwykle obniża rangę prezydenta. Myślę, że to będzie mu jeszcze niejednokrotnie wypominane, że po nocy, bez kamer, odbywa się minizamach na Trybunał. A pierwsze miesiące, działania pełnienia funkcji są ważne, bo one jak w koncercie symfonicznym nadają pewien ton, który ustala potem całą melodię.
Czy prezydent Duda musi już wyłącznie brnąć w to, co zrobił, czy jeszcze ma jakiś ruch?
W sprawie TK? Nie sądzę, wydaje mi się, że metoda faktów dokonanych będzie stosowana z wiarą, że to przyschnie i ludzie zapomną.
I przyschnie?
To zależy od mediów. Społeczeństwo w tej kwestii nie jest szczególnie zaangażowane.