Tym razem poważnie – z wyjątkiem (końca felietonu)
Beata Szydło nie rozumie, czym jest pluralizm. Przykładem dalsze losy Trybunału
Z wielu stron słychać pokrzykiwania, że Trybunał Konstytucyjny powinien być pluralistyczny, np. wedle całkiem ostatniej wersji rozwiązanie obecnego kryzysu mogłoby polegać na tym, że opozycja miałaby 8 miejsc na 15, a partia rządząca 7, a wtedy rząd mógłby być skutecznie kontrolowany.
Pozostaje tylko mały drobiazg. Mianowicie ustawa zasadnicza, a dokładniej mówiąc jej zmiana. Przypuśćmy zatem, że do konstytucji wprowadza się przepis: „Partie opozycyjne obsadzają nie mniej niż osiem stanowisk sędziów w Trybunale Konstytucyjnym”, a artykułów dotyczących TK pozostaje bez zmiany.
Od razu powstaje problem, które partie i jak to ustalać czy co wtedy, gdy powstanie rządząca koalicja mająca np. 70 proc, głosów w Sejmie. Premier Szydło wskazała w Parlamencie Europejskim (debata z 19 stycznia 2016 r.) na możność osiągnięcia kompromisu właśnie wprowadzenia obligatoryjnej większości w TK dla opozycji.
Wszelako Beata Szydło najwyraźniej nie rozumie, na czym polega pluralizm. Postulat pluralizmu w TK właśnie świadczy o nierozumieniu tego, kim ma być sędzia konstytucyjny. Ma on być przede wszystkim niezawisły i kierować się prawem oraz dążeniem do rozwiązywania rozmaitych, także bardzo trudnych problemów.
Jasne jest jednak, ze sędzia jest tylko człowiekiem, ma swoje sympatie polityczne, jest wierzący lub nie itd. Tym także kieruje się w swoich rozstrzygnięciach, w tym w zdaniach odrębnych. Jak już w jednym z wcześniejszych tekstów zaznaczyłem, dwa orzeczenia TK są dla mnie wątpliwe. Chodzi o klauzulę sumienia i ubój rytualny. Nie mam np. żadnych wątpliwości, że orzeczenie w pierwszej sprawie było dyktowane respektowaniem stanowiska Kościoła katolickiego, natomiast w drugiej być może przeważyło dążenie do ochrony interesów rolników polskich.