Chyba że będziemy sobie opowiadać polityczne anegdoty, pokazywać memy, oglądać filmiki z Sejmu – tak, wtedy może być śmiesznie. Ale chyba jeszcze mniej wesoło. Na pewno życzmy sobie, i to się może spełnić, radości ze spotkania z najbliższymi i z przyjaciółmi. Mam zresztą takie wrażenie, choćby po ostatnich antyrządowych marszach, że setki tysięcy ludzi odnajdują nagle dawno nieodczuwaną frajdę z bycia razem, że odświeża się zapomniana, a raczej zagoniona, wspólnota przekonań, wartości, wrażliwości. Odmładzamy się. Jesteśmy My, jak kiedyś, a naprzeciwko Oni – partyjni aparatczycy, dobrany ideowy aktyw, spasiona nomenklatura, telewizja, która kłamie i obraża, nadęty towarzysz sekretarz. 30 lat w tył. Za tę sentymentalną podróż w czasie, i tylko za to, dzięki ci, pisie.
Za choinkowe prezenty dziękować nie będziemy. Nie ma za co, choć trochę ich było. W gorączkowym pośpiechu uchwalono właśnie ustawę ograniczającą swobodę demonstracji; siódmą czy ósmą nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, co, po długo oczekiwanym odejściu z Trybunału prezesa Rzeplińskiego, ma przypieczętować trwałą więź sądu z partią i osinowym kołkiem przebić konstytucję; wreszcie, przed świątecznymi feriami zdążono jeszcze wydać wyrok śmierci na gimnazja. Ponieważ egzekucja ma się zacząć w przyszłym roku, to bardziej zepsuje następne święta niż te. Specyficznym choinkowym prezentem dla narodu mają być też pośmiertne degradacje generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka, być może połączone z karnymi ekshumacjami. W ogóle cmentarze to miejsca wyjątkowo ożywionej działalności nowej władzy. Dzwoneczkowo-choinkowe, ckliwe nastroje Bożego Narodzenia są ewidentnym dysonansem na tle ciężkich, mrocznych, destrukcyjnych emocji, jakie na kraj naciąga ta ekipa.