Nasze sekrety
W Polsce pokutuje stereotyp, że do psychologów chodzą świry i że to czynność zbędna oraz luksusowa.

Zbiorowa psychoterapia, polska kozetka – postulaty wielkiej narodowej spowiedzi padają coraz częściej, w tonie mniej lub bardziej desperackim. Bo namnożyło się nam traum narodowych, niegojących się ran, upierdliwych urazów. A wszystko to niewypowiedziane, zakłamane, podmiecione pod dywan jak w domu pani Dulskiej. Nic dziwnego, że strzyka, kłuje, cofa się, zatyka – objawy psychosomatyczne polskiego zbiorowego ciała zatrważają. I ta choreografia z krzyżem – jedni z nim biegają, drudzy się nim kładą, a trzeci – okładają tymże innych.

Problem w tym, że w Polsce pokutuje stereotyp, że do psychologów chodzą świry i że to czynność zbędna oraz luksusowa. Dlatego proponujemy rozwiązanie pośrednie. Od kilku lat w Stanach Zjednoczonych realizowany jest projekt, którego nazwa w wolnym tłumaczeniu brzmi „Pocztowe sekrety”. Zaczęło się od działań artystycznych Franka Warrena, który w swojej okolicy rozdawał puste kartki pocztowe zaadresowane do niego.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną