PiS robi podchody pod kolejkę linową na Kasprowy. Będzie repolonizacja?
Partia rządząca rozpoczęła zapowiadaną od dawna operację „Kolej linowa na Kasprowy Wierch wraca w polskie ręce”. Tyle że używa metody „na wydrę”.
PiS robi podchody pod kolejkę linową na Kasprowy
Laura Suarez/Flickr CC by 2.0

PiS robi podchody pod kolejkę linową na Kasprowy

Skarb Państwa przejmie od Polskich Kolei Państwowych m.in. budynek stacji górnej kolejki Kasprowy Wierch, dolną i górną stację wyciągu krzesełkowego Goryczkowa oraz tamtejszą sieć elektroenergetyczną (i 13 innych „obiektów”). Ustaliły to między sobą w zawartym właśnie w Zakopanem „porozumieniu” PKP SA, starosta tatrzański (jako reprezentant Skarbu Państwa) oraz PTTK i Tatrzański Parki Narodowy. Świadkiem – a raczej patronem – był minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.

W ogłoszonym na stronie TPN komunikacie minister tłumaczy, że uporządkowano w ten sposób „relacje prawne nieruchomości na Kasprowym Wierchu i wokół niego” (przyczyną bałaganu były naturalnie „zaniedbania poprzedników”).

Równocześnie Skarb Państwa, TPN i PTTK nie zgłaszają wobec PKP „żadnych roszczeń o zapłatę wynagrodzenia z tytułu bezumownego korzystania przez PKP z nieruchomości objętych porozumieniem oraz roszczeń o rozliczenie, zwrot lub zapłatę wartości jakichkolwiek pożytków uzyskanych z tych nieruchomości”. Z prawnego i biznesowego punktu widzenia łaskawość taka może dziwić, ale jest też znamienna.

Zwłaszcza że, co najważniejsze, minister Adamczyk zapowiada, że Polskie Koleje Linowe, do których należy infrastruktura narciarska na Kasprowym, będą odtąd musiały rozmawiać o dalszej dzierżawie obiektów na Kasprowym Wierchu i Hali Goryczkowej z przedstawicielem Skarbu Państwa, czyli starostą tatrzańskim. To on „będzie ustalał warunki najmu budynków i urządzeń technicznych wykorzystywanych przez PKL”.

Kasprowy wróci w polskie ręce?

Cel akcji wydaje się prosty: otóż PiS – i to ustami samego prezesa, premier i prezydenta – od dawna głosi hasło „powrotu kolei linowej na Kasprowy Wierch” w polskie ręce jako część narodowego majątku, element rodzimej tradycji, a nawet wedle niektórych miejsce o znaczeniu… strategicznym.

Niedawną prywatyzację PKL partia rządząca przedstawia w kategoriach podejrzanego spisku, jeśli nie zdrady. Obecnie kolejka na Kasprowy Wierch należy do międzynarodowego funduszu Mid Europa Partners, który w takiej sytuacji postanowił od razu wystawić akcje PKL na sprzedaż. Kłopot w tym, że nie wiadomo, skąd wziąć pieniądze. Na pewno roczny budżet samorządu tatrzańskiego nie wystarczyłby na pokrycie kosztów takiej transakcji.

W kręgu potencjalnych partnerów strony polskiej pojawiło się więc słowackie konsorcjum Tatry Mountain Resorts. Z powodzeniem zawiaduje ono stacjami narciarskimi po drugiej stronie Tatr, a swego czasu próbowało już kupić instalacje zimowe na Kasprowym, ale zostało wyeliminowane właśnie z politycznych (czy raczej ideologicznych) przyczyn. Przecieki z obozu PiS świadczą o tym, że obecność Słowaków dziś też nie jest do strawienia. Pełny sukces odtrąbić by można przecież dopiero wtedy, gdyby kolejka „wróciła w polskie ręce w całości” – i to jeszcze w tej kadencji.

Stąd właśnie zapewne pomysł „porozumienia”. W jego wyniku Skarb Państwa zdobył potężne narzędzie nacisku na PKL – szantaż wysokością czynszu dzierżawnego może przecież skończyć się nawet i odstąpieniem akcji po symbolicznej cenie. Wtedy Kasprowy będzie znowu naprawdę państwowy. I polski.

PS PKL robi na razie dobrą minę. Spółka oświadczyła, że „Polskie Koleje Linowe podtrzymują stanowisko, że umowy dzierżawy gruntów w rejonie kopuły Kasprowego Wierchu, zawarte z właścicielami tych gruntów – Skarbem Państwa reprezentowanym przez starostę tatrzańskiego i PTTK – są ważne. Umowy pomiędzy Skarbem Państwa a PKP nie wpływają na prawo do korzystania z tych gruntów przez PKL”.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj