Kluk Mieczysław
Wersja generała
Przez dwa i pół roku, od maja 2005 r. do października 2007 r., w areszcie śledczym przebywał Mieczysław Kluk, wcześniej szef Śląskiej Wojewódzkiej Komendy Policji. Jest pierwszym od czasów stalinowskich polskim generałem, który trafił za kraty.

 

Kluk został oskarżony przez prokuratora Marka Wełnę z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie o przekazanie przestępcom paliwowym tajnych policyjnych materiałów, korupcję i współpracę z mafią paliwową. Ciężkie zarzuty dla policjanta po ponad 30-letniej służbie.

Proces przeciwko generałowi i innym (w sumie 12 oskarżonych) toczy się od 2006 r. przed Sądem Okręgowym w Szczecinie. Od początku nie szedł jednak po myśli prokuratury – od kilku miesięcy jest bezterminowo odroczony. Po wyjściu z aresztu gen. Kluk zaczął walkę o dobre imię. Przedstawia swoją wersję wydarzeń. Mówi, że zarzuty opierają się wyłącznie na pomówieniach współoskarżonego Artura Bywalca (nazwisko zmienione), który wcześniej spędził 4,5 roku w areszcie za kombinacje paliwowe. Jego zdaniem, Bywalec poszedł na współpracę z prokuraturą i „wystawił” Kluka, bo generał, jeszcze jako komendant wojewódzki w Częstochowie, pierwszy w kraju zainicjował paliwowe śledztwa. – Ale niestety, to mafia dopadła mnie – przekonuje.

I

Mieczysław Kluk od początku 2003 r. był na policyjnej emeryturze. Przed odejściem ze służby wystąpił o pozwolenie na broń. Nosił ją w saszetce z pieniędzmi i dokumentami. Klukowie mieszkają na wsi pod Częstochową. Zakupy często robili przez Internet. Tego dnia pracował z sąsiadem w ogrodzie. Pili piwo. Zadzwonił domofon. Ktoś przy bramie powiedział: przesyłka kurierska. Kluk wziął saszetkę, żeby zapłacić.

Wersja Kluka: – Pod drzwiami stał mężczyzna bez żadnych oznakowań na ubraniu, który przy nogawce spodni ogrodniczek miał przymocowany duży pistolet. Jeżeli nie kurier, to kto? Sięgnąłem po swoją broń, przeładowałem, podniosłem do góry. Dopiero w tym momencie zaczęli krzyczeć, że są z ABW. Został obezwładniony.

Wersja ABW: funkcjonariusze wylegitymowali się, ale nietrzeźwy Kluk zaczął krzyczeć, że nie da się zatrzymać, sięgnął po broń i wymierzył pistolet w ich kierunku. Generała obezwładniono.

Kluka przewieziono do Aresztu Śledczego na Montelupich w Krakowie. W tym czasie krakowska Prokuratura Apelacyjna prowadziła najważniejsze śledztwa w sprawie mafii paliwowej (nielegalny obrót paliwami, pranie brudnych pieniędzy, fałszowanie faktur paliwowych). Generał trafił do celi, w której sąsiad miał telewizor. Kluk widział codziennie swoje zdjęcie w głównych dziennikach i na konferencjach prasowych krakowskich śledczych. Prokuratorzy wymachiwali przed kamerami jakimiś dokumentami, jego notatnikiem, w którym miało się znajdować kilkaset nazwisk protegowanych do pracy w policji (oczywiście nie bezinteresownie). Z propozycjami korupcyjnymi mieli przychodzić politycy, duchowni i urzędnicy. Kluk po uszy tkwił w mafijnym układzie.

Rozbiciem układu, którego dowodem istnienia miał być notes, zajęła się prokuratura w Poznaniu. W połowie ub.r. Biuro ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej śledztwo umorzyło. Po przeanalizowaniu przyjęć do policji blisko 460 osób nie znaleziono korupcyjnych śladów, nie trafiono na żaden układ, a „pamiętnik zepsucia moralnego generała policji” – jak w telewizji nazwano notes – zwrócono Klukowi.

W przekonaniu Kluka celowo został uruchomiony mechanizm dyskredytowania go. – Bez możliwości zareagowania na te wszystkie kłamstwa – dodaje. Mówi, że nie wytrzymał, kiedy zaczęto w podobny sposób nękać jego córkę, sędzię w Częstochowie. – Zupełnie się załamałem, chciałem popełnić samobójstwo. Nożykami z maszynki do golenia podciął żyły na rękach i nogach. – Na Montelupich, gdy już mocno krwawiłem, przyszła jednak refleksja, że nie mogę dać im takiej satysfakcji. Postanowiłem walczyć. Obudził drugiego aresztanta, a ten zaalarmował strażnika.

II

Z kim i o co zaczął walczyć? W 1997 r. komendant wojewódzki w Częstochowie dowiedział się, że ma lecieć z komendantem głównym Markiem Papałą do Londynu. – Zaskoczenie, bo dlaczego akurat ktoś z Częstochowy? – wspomina. – W samolocie i na miejscu gen. Papała polecił mi zajęcie się przestępczością paliwową – mówi Kluk. Powiedział, że to jedno z największych zagrożeń dla kraju. Kryją się za nią olbrzymie pieniądze i wysoko postawione osoby. Częstochowa i okolice były wtedy – według Papały – jednym z najważniejszych ogniw w kombinacjach paliwowych. Wykorzystywano magazyny byłych lotnisk wojskowych i składy paliw w padających wielkich przedsiębiorstwach. Niektóre nici miały prowadzić aż na Jasną Górę, do jednego z zakonników, byłego współpracownika SB. Czy to fantazja, której Papała już nie potwierdzi? – Takie zeznania złożyłem w śledztwie w sprawie śmierci komendanta – mówi. Ustalono, że Marek Papała regularnie bywał na Jasnej Górze – nie wiadomo, w jakich celach. Kluk wyjaśnia, że to zainteresowanie mafią paliwową spowodowało, iż zetknął się z Arturem Bywalcem, dzisiaj współoskarżonym, ale też tym, który najbardziej obciąża generała. – Przypomnę tylko, że to z poręczenia Jasnej Góry i po wpłaceniu 2 mln kaucji Bywalec wyszedł z aresztu – przypomina Kluk.

W 1998 r. generał Kluk został komendantem ŚWKP w Katowicach. To był czas, kiedy komendą wstrząsały wewnętrzne walki. – Żeby firma jako tako funkcjonowała, musiałem ściągnąć swoich ludzi z Częstochowy – mówi Kluk. Ale częstochowski desant przysporzył mu jeszcze więcej wrogów. – Czułem, że zaczyna się polowanie na mnie.

III

Jesienią 2000 r., decyzją komendanta Kluka, powołano w śląskiej policji grupę operacyjno-śledczą, która miała zająć się „nieprawidłowościami w obrocie produktami ropopochodnymi, prowadzonym przez podmioty gospodarcze byłego województwa częstochowskiego” m.in. na szkodę Rafinerii Trzebinia (Małopolska). To było apogeum przestępczości paliwowej. Na początku lutego 2001 r. komendant główny Jan Michna powołał Międzyresortową Grupę Zadaniową, która miała rozpracować mechanizmy przemytu do Polski oleju napędowego. Liczyła 35 osób z całego kraju (policjantów, celników i urzędników skarbowych). Dokument miał poufny charakter, trafił do 18 adresatów, każdy zawierał zaszyfrowane szczegóły na wypadek, gdyby wyciekł na zewnątrz.

I wyciekł: w połowie marca 2001 r. jego kserokopia została znaleziona w trakcie przeszukania w szczecińskiej firmie BGM (stąd proces toczy się w Szczecinie), zajmującej się handlem paliwem (znaleziono także inne niejawne materiały z komend w Katowicach i we Wrocławiu). Badania jednoznacznie wskazały na katowickie pochodzenie dokumentu. A Artur Bywalec, podejrzany w kilku paliwowych sprawach, wskazał na Kluka jako dostarczyciela kserokopii.

Ale w aktach sprawy znajduje się oświadczenie Bywalca, że dokument dostarczył mu mężczyzna, który wylegitymował się jako oficer UOP. Kiedy po aresztowaniu Kluk ujawnił to oświadczenie, Bywalec zmienił w śledztwie front: owszem, napisał, ale pod dyktando generała. To miało być dla niego alibi. Kluk nie kwestionuje, że kserokopia zrobiona została z dokumentu katowickiego. Tylko przez kogo? Badania daktyloskopijne ujawniły na ksero odciski palców: ale nie Kluka. – Tak, dokument trafił do Wydziału Przestępczości Gospodarczej i był tam kopiowany, choć nie było zgody na jego powielanie – przyznaje były pracownik tajnej kancelarii ŚKWP.

Według kolejnego punktu oskarżenia Kluk miał przyjąć od Bywalca 200 tys. zł za odstąpienie od tajnej obserwacji transportów z paliwem, wyjeżdżających z rafinerii w Trzebini. Sąd szczeciński, na wniosek Kluka, zwrócił się do CBŚ i ŚWKP o informacje, czy w podanych terminach były prowadzone działania operacyjne. Nadeszła odpowiedź: ani CBŚ, ani policja nie prowadziły wtedy żadnej kontroli operacyjnej.

Kluk miał także poinformować Bywalca, a więc osobę nieuprawnioną, o zatrzymaniu w jednym z paliwowych śledztw Pawła K. (wątek dotyczy Trzebini), a za jego wypuszczenie wziąć pół miliona złotych. Kluk powołał na świadka prokuratora Stefana Rozmuszcza z Częstochowy – nie zrobiono tego w śledztwie – który prowadził postępowanie przeciwko Pawłowi K. Jego zeznania wykluczyły możliwość wpływania przez Kluka na prokuratorskie decyzje.

IV

Odroczony przez Sąd Okręgowy w Szczecinie proces przeciwko Klukowi i innym od początku miał dziwny przebieg. Pierwszy akt oskarżenia (początek 2006 r.) został zwrócony prokuraturze w celu wskazania faktów i dowodów, na które prokurator ma zamiar się powoływać. Na początku podawano, że na Kluka i mafię paliwową zebrano prawie 60 tomów akt. Ta góra zaczęła topnieć w oczach. Sąd oddalił wnioski dowodowe o przesłuchanie kilkudziesięciu świadków, bo prokurator nie potrafił wskazać, na jaką okoliczność mieliby zeznawać. W końcu uznał, że nie ma potrzeby prowadzić procesu w trybie niejawnym, o co wnioskował prokurator. Odtajnił też wiele dokumentów.

– To był dla mnie przełomowy moment – uważa Kluk. Wreszcie poznał wiele dokumentów, m.in. postanowienie Sądu Rejonowego w Krakowie, na wniosek miejscowej Prokuratury Apelacyjnej, o zastosowaniu wobec niego podsłuchu. Decyzja zapadła 7 października 2003 r., ale w jej treści jest, że podsłuch, na dwóch telefonach Kluka, działał już pięć dni wcześniej. Sprawa z podsłuchem jest na tyle istotna, że jeden z podanych numerów nie należał do Kluka, lecz do jego córki Marleny, asesora, a następnie sędzi Sądu Rejonowego w Częstochowie. A to już pachnie złamaniem immunitetu sędziowskiego.

V

Dziwnych zdarzeń jest w tej sprawie więcej. W październiku 2007 r. po wyjściu z aresztu Kluk zawiadomił Prokuraturę Rejonową Kraków Śródmieście o poświadczeniu nieprawdy przez prokuratora Marka Wełnę. W akcie oskarżenia jest fragment, w którym śledczy informuje, że materiał dowodowy oparł na wyjaśnieniach podejrzanych, m.in. Artura Bywalca, zeznaniach świadków, że wykorzystał również „uzyskane opinie kryminalistyczne oraz zabezpieczone w toku przeszukań materiały z przeprowadzonych kontroli rozmów telefonicznych”.

– Opinie kryminalistyczne mnie nie obciążają – uważa Kluk – a dowodów zabezpieczonych w toku przeszukań nie ma i nigdy nie było. Właśnie to zdanie „o materiałach” znalazło się w uzasadnieniu szczecińskiego sądu i miało kluczowe znaczenie w postępowaniu o przedłużenie aresztu jesienią 2006 r. Krakowska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie swojego kolegi, uznając, że zapisek w akcie oskarżenia o znalezionych materiałach jest oczywistą omyłką pisarską. – Ja spędziłem ponad dwa lata w więzieniu, a dla nich jest to oczywista pomyłka? To jakiś żart? – pyta generał.

Mówi, że jest niewinny, że został wrobiony, że gdzieś w tle czuje smród służb specjalnych i nieskrywaną chęć polskich prokuratorów do zaistnienia w mediach, za wszelką cenę. – Spokojnie czekam na werdykt sądu – zapewnia Kluk. Tak, to będzie ważny i spóźniony wyrok.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj